środa, 14 lutego 2018

Adam Węgłowski "Wieki bezwstydu"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania luty 2018
stron 304
ISBN 978-83-2404-270-8

Jak kochali się antyczni ludzie czyli życie seksualne w starożytności

Świat antyczny poznałam w wieku 15 lat na lekcjach historii i języka polskiego. Wtedy zaaplikowano mi sporą dawkę wiedzy o czasach p.n.e. Zwrócono moją uwagę na literaturę antyczną, sztukę i wydarzenia historyczne jakie miały wtedy miejsce. Wiedzę tę jednak chłonęłam bez aplauzu i z pewną dozą obojętności. Dlaczego? Dziś wiem. Bo nie przekazywano mi jej we właściwy sposób. Wtłaczano mi do głowy suche fakty, wyrwane z całości fragmenty utworów i statystyczne informacje godne tabel i wykresów. Nie pokazano mi zwyczajnego życia, nie przestawiono mi ludzi z tamtej epoki od codziennej strony. Nie zwrócono mojej uwagi na szczegóły bliskie każdemu zjadaczowi chleba. Nie pokazano codziennych tradycji, obyczajów, a wreszcie nie przedstawiono tego, co ciekawi każdego - plotek, sensacji czyli tego od czego kipią portale plotkarskie. Gdyby tak było żmudna nauka stałaby się sporą przyjemnością.

Jako dorosła osoba natrafiłam na książkę, która inaczej pokazała odległą epokę. Bardziej po ludzku, bardziej ciekawie i naturalnie. Tytuł zawiódł mnie do antycznych krain i ukazał sferę ludzkiego życia starą jak świat - a mianowicie sferę seksu i erotyki. Rozpoczynając lekturę byłam ciekawa zawartych w niej informacji. Liczyłam, że Autor zmierzy się z funkcjonującymi powszechnie mitami na temat rozwiązłości antycznych ludzi. I tak się stało. Dodam od razu, że lektura bardzo znacząco wyczerpała temat, a przy tym nie nużyła podręcznikową wiedzą i okazała się bardzo interesującą. 
Czytając ją zajrzałam do życia ludzi żyjących w Grecji, Cesarstwie Rzymskim i samym Rzymie, w Sparcie oraz na terytoriach podbitych przez powyższe potęgi. Wielokrotnie czułam się zaskoczona, lekko zszokowana, ale i musiałam zrozumieć inność świata w którym się znalazłam. Bo był to świat pozbawiony cudów ery cyfryzacji, fotografii, mediów i telewizji, internetu i portali społecznościowych, prasy i innych zdobyczy współczesnej cywilizacji. Tam wszystko było jednoznaczne i niewirtualne. 

Czy przodkowie zamieszkujący antyczne krainy rzeczywiście byli tacy niemoralni? 
Otóż nie da się ukryć, że w pewnych aspektach zachowywali się dość specyficznie. Oczywiście nieco inaczej było w Atenach a inaczej w Rzymie. Spory wpływ na sferę erotyki i seksu mieli niewolnicy, którzy byli traktowani nie jak ludzie, ale jako składnik majątku. Ograniczone prawa w funkcjonowaniu tamtych społeczeństw mieli obcokrajowcy. Kobiety w tamtych czasach również były pokrzywdzone, sprowadzone do sfery poddanej mężczyznom i okradzionej z wielu dziś funkcjonujących praw. Pary homoseksualne wśród płci silnej były czymś powszechnie spotykanym, a mężczyźni przeżywali mnóstwo przygód, co zakazane było płci pięknej. Inaczej patrzono na problem gwałtu, inaczej rozumiano wierność małżeńską. 
Nieco odmiennie funkcjonował biznes erotyczny, a władcy żyli dość rozpustnie i niemoralnie. 


Książka jest napisana dość przystępnie i ciekawie. Jej lektura jest zrozumiała dla przeciętnego zjadacza chleba i nie trzeba by ją zrozumieć szczycić się sporym znawstwem epoki, której jest poświęcona. Tekst jest pełen ciekawostek, plotkarskich szczególików, anegdot i zdjęć oraz fragmentów antycznych utworów. Autor opisuje życie małżeńskie, przywileje mężczyzn i ograniczenia kobiet. Opisuje wszelkie sfery związane z seksem, poświęca czas na przybliżenie różnic i podobieństw między tym co nam współczesne a tym, co obowiązywało kiedyś. W książce nie brak pikantnych szczególików a całość jest opisana w sposób bezpruderyjny, ale i nie ordynarny. Delikatne sfery życia traktowane są bez zbędnej sensacji, ale i bez kurtyny wstydu. Nie ma w lekturze tematów tabu. 
Ten tytuł to świetna podróż do odległych czasów i miejsc, ciekawa lekcja historii podana w smacznej i łatwo przyswajalnej pigułce. Publikacja obala mity, a wyciągnięte w niej wnioski są poparte ciekawymi przykładami. Zatem czy Neron był opętany seksem? Czy w starożytnym świecie istniały burdele i czy kobiety trudniły się prostytucją? Jaki był los niewolnic odnośnie seksu? Czy orgie to wymysł czy realna prawda? Na te wszystkie pytania odpowiedź znajdziecie w książce, którą wysoko oceniam i polecam zainteresowanym tematem. 

wtorek, 13 lutego 2018

Linda Bleser "Dom łez"




Wydawnictwo Harper Collins
data wydania styczeń 2018
stron 304
ISBN 978-83-276-3100-8

Nasze życie to zlepek naszych wszystkich wyborów

Życie to łańcuch przeżytych przez nas dni. Życie to kolejne pory roku, to kolejne święta, rocznice i jubileusze. Życie to następujące po sobie dni. Dni w których musimy podejmować niekończący się szereg różnych wyborów. Jedne z nich są istotne, a inne nie. Jedne przechodzą niezauważone, a inne rzutują na całą naszą przyszłość. Z wyborami nieodłącznie kojarzy się pytanie - co by było gdyby....? Można je powtarzać w nieskończoność i godzinami rozmyślać jak potoczyłaby się nasza historia gdybyśmy zrobili tak a nie inaczej lub inaczej a nie tak.
Takie dylematy ma każdy człowiek. Takie dylematy miała również bohaterka rewelacyjnej powieści, którą właśnie przeczytałam - Jennie, którą poznałam dzięki lekturze "Domu łez" autorstwa Lindy Bleser. Chcę zwrócić Waszą uwagę na ten tytuł, bo to świetna powieść, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czytałam ją z wypiekami na twarzy i ogromną ciekawością. Bo to lektura, która jest wyjątkowo wymowna.

Jenna jest dorosłą kobietą. Ma młodszą siostrę Cassie dla której po samobójczej śmierci ich matki stała się mamą. By ją wychować poświęciła własne marzenia o studiach. Jennie nie lubi swoich urodzin. Bo właśnie w ten dzień została sierotą. Zamiast prezentu ujrzała zakrwawioną rodzicielkę, której nie udało się uratować. Ten koszmar wciąż tkwi w jej pamięci. To zdarzenie bowiem rzuciło się cieniem na jej przeszłość. Po latach Cassie proponuje swoje siostrze zamieszkanie pod wspólnym dachem. W pięknym domu, który mają wspólnie obejrzeć w towarzystwie agenta. Budynek robi na nich dobre wrażenie. Oglądając go Jennie trafia do pewnego pokoju, który nie ma okien i jest okrągły. Zamyka drzwi i trafia nie tylko do nietuzinkowego pomieszczenia, ale i do alternatywnej przeszłości w której jej życie toczy się inaczej niż w rzeczywistości...

Ta powieść to książkowa czarownica, która dosłownie zaczarowuje czytelnika i mocno trzyma go w szponach swojej fabuły. Czyta się ją lekko i zachłannie. Treść zaciekawia od samego początku i trzyma w napięciu do zakończenia. Można przewidywać co się zdarzy, ale Autorka przewidziała tyle niespodzianek, że trudno być tu dobrze odgadującą wróżką. Ta książka ma drugie dno i mocno daje do myślenia. Kusi nas byśmy oddali się myślom odnośnie wyborów w naszym życiu. W treści nie brakuje interesujących sentencji godnych przemyślenia. Sama historia jest wskazówką by zbyt szybko i zbyt pochopnie w życiu niczego i nikogo nie oceniać. Nie ferować wyrokami, gdy nie znamy dogłębnie prawdy i bodźców, które natchnęły innych ludzi do takich czy innych wyborów. Książka pokazuje co w życiu ważne. Co powinnyśmy chronić, o co walczyć i co pielęgnować. 
Włączone do fabuły alternatywne rzeczywistości są niezwykłym elementem. Dodają niesamowitego klimatu i ocierają obyczaj z fantastyką. 

"Dom łez" to książka z wartką akcją i specyficznym klimatem. Z piękną okładką i rewelacyjnym pomysłem na fabułę. Idealna lektura dla każdego godna zekranizowania i reklamy. Każdy czytelnik będzie po jej przeczytaniu z pewnością życiowo mądrzejszy. Nie doszukując się słabych punktów polecam serdecznie tę powieść. Zapewni Wam ona niezapomniany wieczór. 

czwartek, 8 lutego 2018

Romuald "Aldek" Roman "Amerykański dom wariatów"


Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2017
stron 356
ISBN 978-83-61968-39-9

Ameryka według Górala 

Były lata gdy Stany Zjednoczone jawiły się wielu Polakom jako raj. Jako kraina mlekiem i miodem płynąca w której łatwo było dorobić się sporego majątku i stać się kimś, kto ma w portfelu sporo zielonych będących najmocniejszą walutą. Wielu marzyło by dostać się za ocean i rozpocząć nowe, lepsze i dostanie życie. Wśród emigrantów znalazł się pewien człowiek z Zakopanego.
W zimowej stolicy Tatr Pan Roman spędził 34 lata - pracował jako leśnik i nauczyciel, był taternikiem i narciarzem. Za oceanem stał się studentem i zajmował się toksykologią - pracą związaną z azbestem i był rządowym urzędnikiem biurokratą. Swoje doświadczenia z pobytem w nowej ojczyźnie spisał na kartach książki, która jest niezwykle oryginalna. Ma to miejsce ze względu na opisywaną materię, emocjonalnie trzymane pióro oraz charakter Autora, który ma spore i specyficzne poczucie humoru. Patrzy na świat z lekką ironią i pewnym dystansem. Swoje zapiski czyni pod wpływem emocji, ale i z pewną powściągliwością a także przemyśleniami i refleksjami.

Efektem jest publikacja w której nie ma chronologii, ale jest dużo humoru, nieco ciętej ironii i dość sporo szczerości. Tę mieszankę, niekiedy dość wybuchową, czyta się dobrze i z uśmiechem - poza jednym rozdziałem, który związany jest z wychowaniem psa. Jego treść nie pasuje do innych, a pojęcie o ułożeniu czworonożnego przyjaciela jest godne krytyki.
Ciekawymi wątkami są podróże - wakacyjne eskapady do Turcji i w dorzecze Amazonki.
Interesujące jest podejście do spojrzenia na amerykańskie stosunki zawodowe, na pracę zawodową i karierę, na system edukacji i doświadczenia związane ze wspinaczką po szczeblach ku kolejnym awansom. Książka rozwiewa mit o łatwości sukcesów za Oceanem i uświadamia, że idealnie jest tylko tam, gdzie nas nie ma. W życiu na pieniądze (poza nielicznymi wypadkami) trzeba się ciężko napracować, wylać wiele potu,  a niekiedy sukces mimo to umyka. Niezbędne jest szczęście i czasem znajomości.

Romuald Roman ciekawie opisuje ludzi, których spotkał w różnych sytuacjach na amerykańskim lądzie. Wśród nich są osoby związane z gruntem zawodowym, przyjaciele i znajomi, ludzie spotkani przypadkiem, inni emigranci, a także osoby ze środowiska polonijnego.
Z kart książki wyłania się obraz Ameryki troszkę inny niż ten, który krąży jako oklepany stereotyp. Jest to kraj ogromnych możliwości, ale i miejsce nieprzewidywalne, w którym życie to ciąg niespodzianek. Każda część książki to "osobny" kawałek tortu, który jest inny niż te obok niego. Przez to lektura jest dynamiczna, zaskakująca i pełna różnych barw.
Czytając całość poznajemy tym samym osobowość i charakter jej Autora.

Książka mnie w pewnym sensie zaskoczyła, była nieco inna niż na początku myślałam, ale była to miła niespodzianka. Czytało mi się lekko i często się uśmiechałam. Zrozumiałam, że nam Polakom świat wydaje się sztampowy, pełen schematów i regularnych wzorów. Jak się okazuje jest on zaskakujący i mający wiele twarzy. I dokładnie taka jest ta lektura. W pewnym sensie zmieniła ona moje wyobrażenie o Nowym Świecie, pokazała nową rzeczywistość i nakreśliła jak wygląda życie na obczyźnie.
Interesującą okazała się część poświęcona prowadzeniu przez Państwa Romanów pensjonatu w typie taniego noclegowania. Biznes po amerykańsku wcale nie jest łatwy i wymaga mocnego ruszenia głową.
Resumując to dobra lektura dla osób, które mają ochotę na coś innego niż tytuły w tym gatunku. Lekkość pióra i humor dodają książce uroku, a jej lektura pozwala poznać ciekawą osobność.
Zatem zapraszam do Ameryki po góralsku. 

poniedziałek, 5 lutego 2018

Katarzyna Zyskowska "Historia złych uczynków"



Wydawnictwo Znak 
data wydania 28 luty 2018
stron 512
ISBN 978-83-2403-791-9

Życie czasem staje się papierową makietą za którą kryje się bardzo gorzka prawda

Czytelnik, nawet taki, który ma bardzo spokojny i stonowany gust, od czasu do czasu potrzebuje mocnych wrażeń. Potrzebuje książki, która zapanuje nad nim niczym silny narkotyk. Potrzebuje emocji, które sprawią, że zapomni w jakim świecie żyje na rzecz świata z czytanej książki, który nim w zupełności zawładnie. Książek o takiej mocy nie jest zbyt wiele i czasem bardzo trudno trafić na tego typu tytuł. Mnie się udała ta sztuka, bo przeczytałam najnowszą powieść Katarzyny Zyskowskiej, której premiera będzie miała miejsce ostatniego dnia lutego 2018 roku.

Tytuł tej powieści sam w sobie już intryguje. Już zapowiada, że będzie wyjątkowo i grzesznie. Tak, będzie w całkowicie niesielankowych klimatach, będzie brutalnie, mrocznie i bohaterowie nie będą aniołami. Będą zdecydowanie ludźmi z krwi i kości, którzy mają w duszy i dobro i zło. I mają serca pełne namiętności, strachu, pożądania i ochoty na życiową wolność. 
Przedstawione na kartach tej książki osoby to nie papierowe, bezbarwne postacie, które łatwo wchodzą w oklepane schematy. Każda z przewijających się przez fabułę osobowości jest wielowymiarowa, skomplikowana i tym samym wyrazista oraz ciekawa. 

Główna bohaterka to dziewczyna wychowywana samotnie przez matkę w małej miejscowości u podnóża Gór Sowich, żyjąca w biedzie i przeświadczeniu, że jej ojciec nie żyje. Jedynym jej bogactwem są czytane książki. Nina po zdanej maturze wybiera studia informatyczne. Marzy o nauce we Wrocławiu, ale matka wysyła ją do stolicy i mieszkania, które ma w spadku po tacie. Tam Nina ciężko pracuje i zdobywa wiedzę by wyrwać się z nędzy. By poczuć smak posiadania pieniędzy i życia na godnym i wygodnym poziomie. Swój cel osiąga, poznaje smak pieniądza, ale i miłości. Po związku bez blasku i mocnych wrażeń z kolegą ze studiów wikła się w relację o smaku zakazanego owocu. Zaczyna spotykać się ze swoim wykładowcą i późniejszym promotorem. Miłosz wprowadza ją w nowy świat - rewelacyjnego namiętnego seksu, nieprzewidywalnego jutra i pozwala jej poczuć smak toksycznego związku. Związku w którym ona stanie się niewolnicą a on jej panem. Związku, który zaprowadzi ją do poznania przeszłości, która okaże się zaskakująca i zmieni wszystko raz na zawsze, która pokaże jej jak brudny może być świat, jak nieprzewidywalni i słabi bywają ludzie. I jak bardzo zło jest w stanie zniszczyć w człowieku to, co ludzkie i dobre...

"Historia złych uczynków" to książka wybitna, wyjątkowa i doskonała. Zawarta w niej historia młodej Niny rozgałęzia się na kilka wątków, które wzajemnie ze sobą perfekcyjnie współistnieją i uzupełniają się. Poznanie przeszłości głównej bohaterki i jej partnera nie jeden raz przyprawia o dreszcze i łzy wzruszenia. W losy opisanych postaci wplata się historia oraz zło, które popycha do okrutnych czynów i złych uczynków. Człowiek jak wynika z fabuły to istota krucha i podatna na diable zakusy, a miłość i zauroczenie, pożądanie i emocje potrafią skutecznie zatrzeć granicę pomiędzy moralnością a tym co zakazane, pomiędzy dobrem, a tym co niegodne i nadające się jedynie do potępienia.
Fabuła jest niezwykle dopracowana, przemyślana i pozwala dostrzec wybitny talent Autorki do tworzenia jedynych w swoim rodzaju historii. Wśród postaci nie ma ideałów, wśród opisanych zdarzeń nie ma scen sentymentalnych. Życie składa się z wielu trudnych, bolesnych i wymagających walki chwil, a pozytywne zdarzenia, momenty szczęścia są ulotne i kruche jak najlepsza porcelana. Miłość przeplata się z pożądaniem i zauroczeniem, które trwa krótko i mija. Nina doświadcza bycia w toksycznym związku, który ją wyniszcza, ogranicza, podcina jej skrzydła i zabiera więcej niż daje. Wykrada spokój, stabilizację i poczucie bezpieczeństwa. Jest jak narkotyk, który uzależnia i wciąga na dno. Łzy są częstsze niż uśmiech, a każda chwila niepewna. Emocje spływają w nadmiarze, a każdy krok to stąpanie po kruchym lodzie i rosyjska ruletka. Każdy dzień przypomina jazdę górską kolejką bez trzymania, a niebezpieczeństwo jest nieodłącznym cieniem.

Bardzo mocno otuliła mnie ta opowieść. Wyłączyła mnie z mojej rzeczywistości, zobojętniła na realne sprawy i problemy. Po lekturze potrzebny był krótki detoks by wrócić do rzeczywistości. Dzięki tej powieści trafiłam do czytelniczego nieba, wspięłam się tam, gdzie jako czytelnik lubię być. Książka dostarczyła mi wielu wrażeń i emocji. Musicie ją przeczytać i przeżyć, pooddychać jej treścią i zajrzeć do serc jej bohaterów. Wyjątkowa pozycja, którą każdemu rekomenduję. 

piątek, 2 lutego 2018

Susan Meissner "Dziewczyna z nagietkowym szalem" - tekst



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2017
stron 368
ISBN 978-83-6550-666-5

Miłość to najpewniejsza inwestycja w kruchym świecie


W powieści Susan Meissner zakochiwałam się coraz mocniej z każdą przeczytaną stroną. Po jej lekturze bez wahania okrzyknę ją książką genialną, przepiękną i idealną. Taką, która zostaje w pamięci na całe życie. Taką, w której fabule jeszcze długo będzie tkwić mój umysł i dusza. Co stanowi o jej mistrzostwie? Przepięknie opowiedziana historia dwóch kobiet żyjących w różnych planach czasowych, które dotknęła ogromna tragedia i które przekonały się jak smakuje rozpacz, strata, ale też rozczarowanie. W tle fabuły jest Nowy Jork. Miasto, które ma własny klimat i w którego nazwę wpisana jest nadzieja na lepszą przyszłość. Czytając odkrywamy tę metropolię współcześnie i na początku ubiegłego stulecia. Miasto się zmieniło, ale ludzkie dusze i uczucia pozostały nadal te same.
Rok 1911 – przełom lata i jesieni. Clara Wood pochodząca z Pensylwanii pielęgniarka poznaje młodego mężczyznę. Ich znajomość trwa krótko, zaledwie dwa tygodnie. Edward ginie na oczach zakochanej w nim kobiety w pożarze budynku, w którym oboje pracowali. Clara widzi jak otulony szalem płomieni skacze z okna i umiera na miejscu. Po tym zdarzeniu kobieta zapada się w rozpaczy i żałobie. By zapomnieć podejmuje pracę na wyspie Ellis, gdzie opiekuje się przybywającymi licznie chorymi emigrantami, którzy wymagają leczenia szpitalnego. Tak mijają jej dni i tygodnie. Praca zapełnia jej cały czas, a wyspa staje się zamkniętym światem.
Rok 2001 – jedenastego września świat Taryn Michaels wali się wraz z wieżami World Trade Center i śmiercią jej męża. Ten dzień nie tak miał wyglądać. Para była umówiona w restauracji, by celebrować radosną wiadomość – wyczekiwaną od czterech lat ciążę. Tego dnia, gdy Taryn uciekała wraz z przypadkowo poznanym mężczyzną spod tumanu gruzu, płomieni i walących się budynków ktoś zrobił jej zdjęcie. Fotografia ujrzała światło dzienne po wielu latach zupełnie przypadkowo i zmieniła rzeczywistość kobiety.
„Dziewczyna z nagietkowym szalem” to przepiękna i napisana z rozmachem historia dwóch kobiet, w rękach których znalazł się szal ozdobiony wzorem nagietków. Każda z nich poczuła co znaczy kochać i utracić. Każdą z nich mocno doświadczył los. Każda z nich zasmakowała ogromnego cierpienia i musiała nauczyć się żyć dalej i na nowo. Obie bohaterki są niezwykłe. Mają wyrazistą osobowość i niosą ogromne brzemię. Ich losy wzruszają i wyciskają łzy. Autorka opisała je wspaniale a w fabułę umiejętnie wplotła wydarzenia z historii amerykańskiego miasta. Powieść czyta się niezwykle przyjemnie, a jej akcja jest wartka i niejednokrotnie zaskakuje czytelnika. Nieoczekiwane zwroty wydarzeń sprawiają, że lektura jest nieprzewidywalna i mocno przykuwa uwagę. Jej treść skutecznie wyłącza z rzeczywistości. Czytając nie usłyszycie dzwonka telefonu, nie zobaczycie, że za oknem zapadł zmrok czy zmieniła się pogoda. Oczami, uszami i duszą znajdziecie się w miejscu rozgrywania się opisanych przez Meissner wydarzeń. Poczujecie zamach środków do dezynfekcji w szpitalnych salach, usłyszycie gwar miasta w którego życie wkradł się jęk syren, które rozdźwięczały się po terrorystycznym zamachu, a Wasz nos podrażni woń spalenizny charakterystycznej dla pożaru. Będziecie tam i tylko tam, bo Wasz umysł z łatwością przeniesie Was w powieściową rzeczywistość. Tak jak łatwo wniknąć w tę książkę tak też trudno wrócić z niej do realnej rzeczywistości. To wspaniała i piękna pozycja obyczajowa, którą ocenię jako jedną z najpiękniejszych książek jakie dane mi było kiedykolwiek czytać. To lektura, która udowadnia siłę prawdziwego uczucia, która pokazuje, że nawet najgorsze koszmary można oswoić i ujarzmić. Warto kochać, choć miłość czasem boli. Warto przeczytać ten tytuł, który gwarantuje niesamowite emocje i mocno chwyci za serce. To książka jedyna w swoim rodzaju, którą z serca polecam. Osobiście nigdy jej nie zapomnę.

środa, 31 stycznia 2018

Marcie Steele "Druga szansa"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2018
stron 336
ISBN 978-83-65740-96-0

Ciepła opowieść o butach, przyjaźni i miłości

Od czasu do czasu lubię sięgnąć po książkę lekką, przyjemną, która poprawi mi humor i naładuje pozytywną energią. Wywoła uśmiech na twarzy i pozwoli wierzyć, że dobro zwycięża to, co złe. 
Z powyższych powodów urzeczona prześliczną okładką i ciekawym opisem zaczytałam się w książce "Druga szansa". To był strzał w środek tarczy i bardzo trafiony wybór lektury. 
Buzia była pogodna, było sympatycznie i bardzo ciepło.

W dzisiejszym świecie prawdziwa przyjaźń w miejscu pracy jest czymś bardzo rzadkim. Praca to arena na której jedni prześcigają drugich w biegu po sukces, to stadion na którym trwa niekończący się wyścig szczurów. W książce jest inaczej. Lepiej i tak jak powinno być. Chandler to niewielki sklep z butami, który założono wiele lat temu. Jego pierwszy właściciel zmarł, a biznes prowadzi jego córka. Sklep oferuje buty wcale nie w niskich cenach. Są to modele mocno klasyczne, które nie zawsze są zgodne z nowymi trendami mody. Obroty przez zatrzymanie się oferty w miejscu spadają. To nie podoba się Suzanne, która zagraża pracującej w sklepie trójce pracowników likwidacją firmy. Kierowniczka i główna bohaterka książki Riley Flynn rusza z pomysłami i kampanią marketingową. Chce za wszelką cenę ocalić miejsce pracy i nie pozbawić siebie oraz Dana i Sadie środków do życia. Czy uda jej się ta misja? Zapraszam do lektury.

Książkę czyta się lekko, szybko i niezwykle przyjemnie. Wielkim atutem jest zwinne pióro Autorki spod którego wypływa ujmująca i serdeczna historia, która gloryfikuje przyjaźń i ciepło w międzyludzkich stosunkach. Nie brak też perypetii miłosnych głównych bohaterów, którzy szukają miłości, tęsknią za prawdziwym uczuciem i chcą być szczęśliwi. Akcja książki jest dość wartka, a największym jej atutem są wspaniałe dialogi. W fabule ciągle coś się dzieje. Czytelnik jest wciąż zaskakiwany, bo choć niektóre wątki da się przewidzieć to pojawiają się inne będące po prostu niespodzianką. Tytuł to lektura ku pokrzepieniu kobiecych serc - tych złamanych, zawiedzionych i rozczarowanych. Tych szukających drugiej połówki i tych, które ją utraciły. Miłość w zarodku zawsze zasługuje na szansę. Nie każdy jej pączek rozwinie się w piękny kwiat, ale nie można skazać kiełkującego uczucia od razu na stratę. 
Życie Riley nie rozpieszcza, często zaskakuje i jest takie inne niż by chciała. To jednak dzielna dziewczyna, która szybko wraca po ciosie do pionu i zaczyna kolejną rundę walki. A jak jest oszołomiona gorzkim smakiem ma cudownych przyjaciół. Takich, którzy staną za nią murem i podadzą pomocną dłoń. I takich osób w otoczeniu życzę każdemu z Was, bo przyjaźń to coś wyjątkowego i bezcennego. 
Polecam ten tytuł, który sprawdzi się jako literacka pigułka odstresowująca od szarych stron zwyczajnej rzeczywistości. 

Unboxing czyli nowe książki

piątek, 26 stycznia 2018

Reyes Monforte "Rosyjska namiętność"



Wydawnictwo WAM
data wydania 2017
stron 688
ISBN 978-83-2771-1786

Niektóre bajki stają się rzeczywistością, ale szybko się kończą

Reyes Monforte to autorka, która trzyma pióro w mistrzowski sposób. Wychodzą spod niego powieści, które w pełni zasługują na miano wybitnych. Pisarka starannie przygotowuje się do ich napisania, dokładnie odtwarza wydarzenia historyczne wplecione w fabułę, dba o najdrobniejsze szczegóły i wątki poboczne, tworzy perfekcyjne, fotograficzne opisy i tym samym obdarowuje swoich czytelników wyjątkowymi historiami, o których trudno zapomnieć. Jej książki są obszerne. Ich przeczytanie zajmuje kilka dni. Są to niezapomniane chwile pełne wzruszenia i emocji. Nic dziwnego, że czytelnicy prozę Monforte po prostu kochają.
Najnowsza powieść autorki „Niewiernej”, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym opowiada historię kobiety, która mocno i z całych sił pokochała raz na całe życie. Swojego uczucia nie wyrzekła się nawet wobec tortur i zdrady. Owa miłość była prawdziwa i sprawiła, że życie Liny na pewien czas stało się bajką. Miała ona jednak swój kres, bo za szczęście trzeba zwykle zapłacić wysoką cenę.
Lina (Carolina Codina Niemyska) urodziła się w Madrycie. Gdy miała 20 lat zakochała się w Siergieju Prokofiewie i była to miłość dozgonna. Miłość mimo wszystko i ponad wszystko. Carolina stała się jego kochanką, żoną i muzą, matką jego dwóch synów. Brała udział w jego życiu zawodowym. Sama zdolna i posiadająca piękny głos ograniczyła swoją karierę śpiewaczki i podporządkowała swoje życie Siergiejowi. Lektura pokazuje Linę Prokofiew jako kobietę wyjątkową i niezłomną. Zdolną, piękną i mającą wiele zalet. Idealną żonę i dobrą mamę. Lina otoczona przez wiele lat luksusem okazała się damą do końca. Z dumą uniosła brzemię niewoli i nieludzkich tortur. Swej roli w więzieniu i łagrze podołała równie dobrze jak na salonach wśród artystycznej elity.
Akcja książki wiedzie czytelników przez wiele krajów Europy, Stany Zjednoczone do Rosji, by w końcu przenieść się na obszary, gdzie stworzono piekło na ziemi określane mianem Gułagu.
Przez karty powieści przewija się szereg ciekawych autentycznych postaci, które były znajomymi żony Sergieja. Do tego grona należą rosyjscy kompozytorzy i artyści, malarze i pisarze, a także projektanci mody i politycy. Burzliwe losy pary na tle niespokojnej Europy opisane są w sposób wyczerpujący i bardzo autentyczny. Na przykładzie tej rodziny widać jak polityka naznaczała życie ludzi, którzy od niej stronili. Jak mocno kładła się cieniem na pracę i twórczość artystów, którzy musieli swoje pomysły podporządkowywać panującej ideologii. Aparat radzieckiej władzy nie miał litości nawet nad tymi, których dziełami się zachwycał.
„Rosyjska namiętność” to lektura, którą chciałoby się czytać o wiele dłużej niż kilka wieczorów. Gdy oddawałam się jej poznawaniu świat zamierał, a ja stawałam się cieniem głównej bohaterki, czując dla niej wielki szacunek i podziw. Wśród brudnego świata i okrutnych ludzi wydawała się ona aniołem.
Gorąco polecam ten tytuł nie tylko melomanom, ale i tym, którzy lubią książki biograficzne oraz ambitnie napisane powieści obyczajowe. Powieść Monforte łączy te trzy gatunki perfekcyjnie i jest studium kobiety dzielnej, której nic nie złamie.
Piękna, wyjątkowa, rewelacyjna i mistrzowska. Te przymiotniki najlepiej opisują wspaniałą opowieść, która zmieniła się w bajkę tylko na pewien czas. Z serca polecam

sobota, 20 stycznia 2018

Noworoczne postanowienia - czytelnicze i recenzenckie


Nastał Nowy Rok. Mamy go już od 20 dni. Długo myślałam nad moimi noworocznymi postanowieniami w aspekcie literatury. Bo w życiu prywatnym chcę iść na spontan i po prostu chwytać życie, chwytać dzień i każdą chwilę. Żyć pełną piersią i gonić wszelkie zło oraz lęki. 

A w życiu książkowym?

-1-
Po pierwsze chcę więcej czytać. W ubiegłym roku nie przeczytałam setki książek i to jest moja porażka. W tym roku planuję czytać więcej, lepiej zorganizować sobie czas i wykorzystywać każdy moment by wynik był lepszy. 

-2-
Ponawiam postanowienie sprzed roku i chcę czytać nie więcej niż jedną góra dwie książki na raz.
Tak mi się lepiej przyswaja treść, tak lepiej chłonę, tak bardziej wkręcam się w daną historię.

-3-
Postanowienie numer trzy to reaktywacja kanału na YT dotyczącego książek. To postanowienie już weszło w życie i pierwszy film pojawił się. Kolejny jest nakręcony, a plany na dalsze są poczynione. 
Chciałabym kręcić systematycznie i pogonić lenia, który zbyt mocno się wdarł w filmikowe życie.

-4-
Starannie dobierać lektury. Skupiać się na książkach, które mnie naprawdę interesują. Nie tracić czasu na to, co niezbyt w moim guście, bo przecież książek jest tyle, że można dopasowywać lektury do siebie.

-5-
Czytać nieco mniej obyczajówek na korzyść innych gatunków - zwłaszcza reportażu i literatury faktu.

-6-
Czytać, a przy czytaniu słuchać więcej muzyki.

-7-
Sporządzać więcej notek na bloga. Systematycznie pisać i mieć jak najmniej zaległości w recenzowaniu. To jednak trudne gdy dostaje się książki niespodzianki.

-8-
Skatalogować moją bibliotekę, bo już sama się gubię co mam, a co nie. Spisać listę tytułów posiadanych i czytać od czasu do czasu coś z zasobów nabytych wcześniej.

-9-
Uzupełnić brakujące posiadane serie - jest kilka gdzie brakuje mi jednego tomu, więc zdobyć całość.

-10-
Kupić nowy, duży regał. Mam to w planach w najbliższym czasie, a regał jest już upatrzony.

A jakie są Wasze postanowienia czytelnicze na 2018 rok?

czwartek, 18 stycznia 2018

Stanisław Grzesiuk "Pięć lat kacetu"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 25 stycznia 2018
stron 616
ISBN 978-83-8123-106-0

Na dnie piekła


Pewnie zdziwię wielu z Was, ale tę książkę Grzesiuka po raz pierwszy przeczytałam jak miałam 12 lat. Jako młoda dama sięgnęłam po literaturę obozową ponieważ chciałam poszerzyć wiedzę z lekcji historii i ... nie chciało mi się czytać zadanej lektury a konkretnie klasyki "W pustyni i w puszczy", która wydawała mi się nudna. Patrząc z perspektywy czasu wiem co mnie ujęło. Rzeczywista relacja inna niż troszkę nudna i naciągana przygoda w Afryce. Do książki Grzesiuka wróciłam jeszcze za kilka lat, ale czytałam ją fragmentami. Kilka dni temu przeczytałam ją znów w całości w formie elektronicznej za sprawą wznowienia tytułu przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka. To wydanie jest wyjątkowe, bo bez cenzury i skreśleń.

Kim jest Autor? Urodzony w 1918 roku pisarz i pieśniarz został okrzyknięty Bardem Czerniakowa. W tej publikacji Grzesiuk to przede wszystkim więzień obozów koncentracyjnych, zniewolony i skrzywdzony człowiek, któremu udało się przeżyć pięć długich, ciężkich lat kacetu. Dachau, Mauthausen i Gusen to miejsca w których za drutami Stanisław Grzesiuk żył i czekał na wolność nie mając pewności, że tego czasu doczeka. Każdy dzień był drogą przez mękę.

"Pięć lat kacetu" to literatura obozowa. To wspomnienia napisane bez patosu, bez podniosłego stylu. Język użyty przez Autora jest prosty i potoczny, relacja szczera i bezpośrednia. I co może wielu zdziwić jest w niej miejsce na humor. Właśnie tak podszedł do owej rzeczywistości młody człowiek, któremu zabrano wolność. I pewnie taki nastrój pomógł mu wytrwać w trudnych warunkach, gdzie ciągle musiał ocierać się o śmierć.
Tekst zszokuje pewnie wielu odbiorców zwłaszcza tych młodych. Grzesiuk pokazał bowiem życie obozowe jako szczerą, brutalną rzeczywistość bez zbędnych słów i patosu. To prawda w pełni naga. To relacja szczera i brutalna, która bez osłonek pokazuje obozowe życie i szarą codzienność więźniów w pasiastych ubraniach. Tu nie ma miejsca na beletrystykę, na podniosły styl. Może szokować, że o okrutnej rzeczywistości w którą trwale wpisana jest śmierć Autor opowiada jak o zwyczajnym świecie. Autentyczność była bowiem głównym celem, a na woal okalający to, jak było zabrakło świadomie miejsca.
Debiut pisarski (rok 1958) okazał się niezwykle udany, a książki błyskawicznie znikały z księgarskich półek. Różnie tę publikację oceniano - chwalono i krytykowano. Nie można jej jednak odmówić wysokiej oceny za autentyczne świadectwo.

"Pięć lat kacetu" to książka trudna i wymagająca. Nie dla osób, które nie mają mocnych nerwów. Jej treść pokazuje jakie piekło uczyniono w imię chorej idei i jak bardzo okrutny dla człowieka może być drugi człowiek. Ale to nie cały przekaz. Na przykładzie Stanisława Grzesiuka możemy też ujrzeć jak wiele jest w stanie przeżyć człowiek, jak bardzo organizm ludzki i psychika może mocno nagiąć się do rzeczywistości by przetrwać. Humor i specyficzne spojrzenie na świat może być maską, która ma pomóc przeżyć koszmar i totalne dno piekła.
Naturalizm jest tutaj ogromnym walorem, który pozwala poznać realną rzeczywistość, która była przez wiele miesięcy światem dla tysięcy ludzi, dla wielu ostatnim, ale i dla jednostek takim, który udało się przetrwać.

Mocą głównego bohatera jest jego postawa, którą naznacza cwaniactwo i luz. Tam, w czasie wojny  wszystkie chwyty były dozwolone. Liczyło się by przeżyć. Grzesiuk pokazuje niezwykle wyraziste, realne obrazy, które współczesnego czytelnika mogą mocno zszokować, wzruszyć i przyprawić o niedowierzanie. Pokolenie więźniów obozów już praktycznie wymarło. Prawda o tamtych czasach jest potrzebna, by nigdy nie powtórzyć tamtego zła. Ta książka jest niezwykle ważnym i cennym świadectwem, dokumentem na wagę kronik, które powinny być ludziom polecane i rekomendowane.
Starałam się czytać tę publikację gdy było jasno, nigdy przed snem, bo bałam się że do krainy snu wkroczą wydarzenia tamtych lat. Chwilami tekst doprowadzał mnie do łez, bywało, że musiałam odłożyć książkę by ochłonąć bo emocje przesłaniały zbyt mocno cały świat. Mimo tych trudności warto podjąć się tej lektury i przeżyć obozową gehennę nakreśloną oczami Grzesiuka.
To cenna lekcja historii, którą powinien poznać każdy człowiek.


środa, 17 stycznia 2018

Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska "Ogród Zuzanny"

x


Wydawnictwo WAB
data premiery 31 stycznia 2018
stron 416
ISBN 978-83-2805-035-8

Kwiaty mówią choć nie mają ust

Zima jest piękną porą roku i ją lubię, ale ma jedną wadę. W czasie jej trwania nie kwitną kwiaty, a ogrody, łąki i lasy zamierają pod całunem śniegu. Brakuje pięknych, naturalnych zapachów za którymi tęsknię. I chyba właśnie dlatego sięgnęłam po książkę "Ogród Zuzanny". Lektura okazała się nader interesująca i bardzo przypadła mi do gustu. Wizyta w kwitnącym ogrodzie i poznanie sympatycznych bohaterów to idealne zajęcie na ciemny, chłodny i długi zimowy wieczór. 

W miejscowości Stara Leśna gdzieś na Mazowszu w starym, drewnianym domu zwanym Kurzą Stopką mieszkają panie Czaplicz. Cecylia nestorka rodu ma 90 lat i świetną kondycję oraz pamięć. Jej córka Krystyna jest zdecydowanie mniej pogodna i otwarta na świat. Wnuczka Zuzanna pracuje jako projektantka ogrodów i samotnie wychowuje syna Wojtka. Cecylia pochodzi z Kresów. Za swoją krainą dzieciństwa bardzo tęskni. Tam był jej dom, tam przeżyła swoją pierwszą miłość do Daniły, tam w ogrodzie zasadziła wspólnie z ukochanym pewien kwiat. 
Zuzanna otrzymuje od szefa zlecenie urządzenia ogrodu otaczającego willę Jolancin, którą nabył nie kto inny jak Adam - jej studencka miłość.Czy spotkanie po latach na nowo ożywi młodzieńcze uczucie? 

Jeśli chcesz zagościć w uroczym świecie w którym mówią nie tylko ludzie, ale i kwiaty to gorąco polecam lekturę książki, która jest oryginalna i bardzo ciepła. Otula swoim klimatem i uroczo pachnie - bukietem kwiatów i pękami ziół, a w te aromaty wkrada się zapach pieczonych ciast i innych słodkości. 
"Ogród Zuzanny" to tytuł bardzo relaksujący, uczulający na piękno natury i napawający pozytywną energią. Udowadniający, że miłość jest krucha i trzeba o nią dbać a czasem walczyć. Jej wrogiem są niedomówienia i zbyt gwałtowne gesty, które mogą zamknąć drogę ku szczęściu. 
To, co urzekło mnie w książce to sentyment do przeszłości i traktowanie wspomnień jak coś niezwykle cennego, wyjątkowego, jako coś, co stanowi nasz skarb. Wielką przyjemnością było towarzyszenie Cecylii i jej wnuczce w podróży do rodzinnych korzeni na Kresy. Właśnie te kresowe pierwiastki dodają powieści nadzwyczajnego uroku. Ciekawie wprowadzona jest postać Jurka.
Czytając czuje się częścią dobrej i pełnej empatii rzeczywistości w której zdecydowanie króluje dobro i pozytywne relacje. Treść lektury jest mocno okraszona humorem i utrzymana w lekkim stylu. Opisane scenki rodzą często uśmiech na twarzy, a samo czytanie relaksuje i wprawia w dobry nastrój. Mocną stroną prozy Autorek są opisy, stworzenie pozytywnych miejsc, a także wesołe dialogi i zabawne sytuacje. 
"Ogród Zuzanny" to książka o miłości, przyjaźni i odkrywaniu sekretów z przeszłości. To tytuł o wybaczaniu i porywach serca. To powieść o prawdziwym życiu, które niesie dobre i złe zdarzenia  ujęta w solidne ramy i napisana z pomysłem. Jej lekturę gorąco polecam i życzę miłego czytania. 

niedziela, 14 stycznia 2018

Natasza Socha "Apteka marzeń"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2017
stron 400
ISBN 978-83-9361-060-0

Przeczytaj tę książkę, by docenić życie i to, co dał Ci los

Powieść Nataszy Sochy powinien przeczytać każdy. Przede wszystkim zaś ci, którzy są znudzeni i sami nie wiedzą, gdzie szukać radości życia. A ona jest w zwyczajnych rzeczach, w zwykłej codzienności, w codziennych sprawach, które wydają nam się bezbarwne. Tymczasem trzeba zejść do bram piekieł by docenić to, co mamy, to, co osiągnęliśmy. Choroba bowiem jest stanem, gdy umysł zaczyna widzieć wszystko ostro i wyraźnie.

Śmiertelna choroba nie pyta o zgodę chorującego oraz jego rodzinę czy bliskich tylko wkracza w codzienność. Przestawia świat wielu ludzi do góry nogami. Jest jak rozjuszony byk na arenie, jest jak mega silny sztorm na oceanie. Najgorszym złem jest gdy zdrowie traci dziecko czy osoba młoda, która ma życie przed sobą, której zabrane jest dzieciństwo i lata beztroski, która musi w ekspresowym tempie dorosnąć oraz podołać walce na śmierć i życie. Pewnie wielu z Was, którzy nie mieli tego typu doświadczeń zdziwi fakt, że dzieci zachowują się w obliczu takiej sytuacji o wiele dojrzalej niż niejeden dorosły.

Dwie bohaterki powieści Nataszy Sochy dotyka lekarska diagnoza, która jest okrutna. Rak brzmi okropnie, groźnie i skazująco. Dla dwuletniej Oli choroba oznacza koniec dzieciństwa, konieczność opuszczenia domu i starszego brata, wiele dni w szpitalu, wiele kroplówek, zastrzyków, bólu. Dla jej rodziców to szok, koniec spokojnego świata i wiele ciężkich chwil, momentów załamania, lęków i ledwie tlącej się  nadziei.
Dla nastoletniej Karoliny diagnoza to przełomowy moment, życiowy sprawdzian, a wykryty chłoniak to śmiertelny wróg zwany Świniakiem. Rokowania są dobre, a dziewczyna nie traci optymizmu. Mocno wierzy, że wygra walkę z pomocą mamy i poznanego przyrodniego młodszego brata.

Treść fabuły to walka, to zmagania z chorobą i jej wszelkimi następstwami. To opowieść o nowej rzeczywistości, której tłem są szpitalne sale, bloki operacyjne, oczekiwanie na chemię, dawcę szpiku i wznowę. Narratorkami tej powieści są mama Oli i Karolina. Tym samym poznajemy świat w którym rządzi nowotwór oczami chorego i kogoś, komu zachorowało dziecko. Obie role są trudne i mocno ranią.
Książka wzrusza. Wzrusza tak mocno do głębi, do szpiku (co brzmi tu wyjątkowo wyraziście) i wstrząsa tak jak silne trzęsienie ziemi. Czy płakałam? W zasadzie to cała książka jest do płaczu. Płakałam bezgłośnie, ale na końcu to już leciały mi łzy ciurkiem. Tę książkę przeczytałam i przeżyłam, bo rak zabrał mi najlepszą przyjaciółkę ze studiów, sąsiadów i mojego psa.

Dla tej lektury zarwałam noc, choć bardzo brakowało mi tego dnia snu. Czytałam obojętna na to, co wokoło mnie. Ba, zrobiłam sobie recenzenckie wagary. Odłożyłam inne terminowe zadania, by ponieść się treści tego tytułu. I bałam się ogromnie zakończenia. Bałam się o życie bohaterek wiedząc, że jedna bądź obie mogą odlecieć jak motyle do wieczności.
O tej książce mogę bez wahania powiedzieć genialna i przyznać jej maksymalną liczbę gwiazdek czy punktów w każdym rankingu. Powieść pokazuje jak mocno można kochać, jak wiele dobra drzemie w ludziach, jak pozytywnie (wiem, pewnie brzmi to ironicznie i groteskowo) może oddziaływać choroba. Walka na śmierć i życie zawsze jest wygrana bez względu na to po której stronie linii życia znajdzie się chory.
Ta lektura Was z pewnością wzbogaci i czegoś cennego nauczy, choć nie przygotuje na trudną sytuację, której nikomu nie życzę. Niezwykle mądra pozycja, proza wybitna, cenna i będąca dowodem jak ważną rolę mogą odegrać książki. Gorąco zachęcam do jej przeczytania, choć wiem, że nie każdy jest gotowy na tak trudny temat i tak wielkie emocje. 

czwartek, 11 stycznia 2018

7 urodziny bloga czyli jak ten czas mija


Jak ten czas mija! To już 7 urodzinki mojego bloga bez którego nie wyobrażam sobie życia. Narodził się on pewnego styczniowego zimowego dnia. Miałam na swoim koncie napisanych już kilka recenzji - takich na miarę początkującego blogera - i dwie współprace z Wydawcami. I nagle zrodził się pomysł by zmienić adres i zabrać się solidnie za recenzowanie. Zaczynając nie miałam pojęcia, że stanie się to mocnym i nieuleczalnym nałogiem, że kilka słów i parę notek zapoczątkuje czytelniczą lawinę, szereg współprac, wiele znajomości i ogromną ilość literackich przygód. Było warto a blog towarzyszył mi w chwilach trudnych i tych, kiedy buzia śmiała się do świata. To było pracowite siedem lat, no ostatni rok był nieco przestankowy i leniwy. W tym roku w gronie noworocznych postanowień jest to, by na blogu mocno tętniło życie, by się działo. Plany udaje się realizować, czytam i tworzę kolejne notki. I tak będzie dalej i dalej aż do skończenia mojej nitki życia. Bo zakochałam się w blogowaniu i dzięki temu mam wiele motywacji do działania. Blog nauczył mnie asertywności, uczynił  pewniejszą siebie. 
W tym miejscu pragnę podziękować Wszystkim, którzy bywają tu często, rzadziej i tylko na chwilę. Każde Wasze odwiedziny, każdy ślad dodaje mi skrzydeł i mocy. Motywuje i daje Powera do działania. Dziękuję współpracującym ze mną Podmiotom - Wydawcom, Autorom, Portalom, Księgarniom i innym Firmom. 
Jestem szczęśliwa, że mam to swoje miejsce w sieci, że realizuję tu swoją pasję, że każdego dnia mogę tu zajrzeć. 
Obiecuję pracę by nadal było tu miło, ciekawie i literacko. 
Trwaj Blogu i miej się dobrze.
Happy Birthday.



niedziela, 7 stycznia 2018

W. Bruce Cameron "Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 2017
stron 296
ISBN 978-83-6574-077-9

Człowieka w życiu nie może spotkać nic lepszego niż posiadanie psa

Opinię o książce Camerona napiszę w pewnym sensie stronniczo. Bo jestem do szpiku kości psiarą i kocham psy. W swoim życiu miałam ich już kilka. Obecnie mam dwa, a konkretnie dwie suczki. Ich fotkę wstawię na końcu tego postu. Moje psy wniosły bardzo wiele do mojego życia, nauczyły mnie wielu cennych rzeczy. Nauczyły miłości, cierpliwości, dystansu do wielu rzeczy. Podobnie jak głównego bohatera powieści Camerona, w którego życie pies wkroczył przypadkiem. Trafem losu, który go zaskoczył, nieco przestraszył i przeraził pod względem odpowiedzialności. Jednak mężczyzna szybko odkrył, że życie z psem jest niesamowite.

Josh Michaels nie planował kupna czy adopcji psa. Suczką Lucy miał się zaopiekować na czas nieobecności chłopaka jej właścicielki, a jego sąsiada. Szybko okazało, że to podrzucenie to porzucenie, a zwierzak spodziewa się potomstwa. To wprawiło Josha w konsternację i mocno go zszokowało. Na szczęście nasz bohater szybko otrząsnął się i zaczął postępować racjonalnie, zaczął szukać pomocy i rad niezbędnych w tej sytuacji. Za dobre serce los i suczka szybko odpłacili mu z kretesem. Co jest dalej? Dla wielu bajka, ot słodka historyjka rozczulająca serce. A ja mając psy pod swoim dachem od 27 lat powiem, że dalej jest urokliwe życie z czworonogiem u boku i to jest słodkie, ale i w stu procentach realne. Jeśli chce poznać losy Lucy i jej nowego pana zapraszam do lektury, która będzie idealna nie tylko w okresie świątecznym. 

To wcale nie jest przekłamanie, że pies jest w stanie uleczyć zranione serce. To prawda, że przyjaciel na czterech łapach uczy nas odpowiedzialności i tego jak naprawdę kochać. Dzięki psu możemy niesamowicie dogłębnie poznać siebie. Życie Josha stało się inne i zdecydowanie lepsze. Długo zastanawiałam się czy jest jakiś element relacji człowieka z psem, który jest w książce nieprawdziwy. Nie ma go. Relacja pies-człowiek jest ukazana w pełni realnie i to uważam za największy atut tej lektury. Plusów doszukać się mogę jeszcze wiele. Bardzo spodobał mi się klimat tego tytułu, sposób narracji, język, styl, dialogi, tempo akcji, opisy. Nic więc dziwnego, że "Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta" czyta się lekko, przyjemnie i z uśmiechem na twarzy. Książka jest ciepła, pełna pozytywnych uczuć, miłości i mocno chwyta za serce. Wzrusza i uświadamia jak wielką rolę mogą odegrać w naszym życiu zwierzęta. Jak mogą nam osłodzić trudne chwile, zadziałać niczym najlepszy antydepresant, jak mogę pokazać nam co w życiu ważne, a co błahe. Trudno było mi  rozstać się z tą powieścią, w oku pojawiła się łezka, gdy przeczytałam jej ostatnie zdanie. Z ręku na sercu powiem, że to najlepsza książka z psem na pierwszym planie jaką w życiu czytałam. I tu dodam, że nie znam "Był sobie pies", ale koniecznie muszę to zmienić. 
Powieść Camerona to lektura dla całej rodziny, to wyjątkowo cenna familijna książka, która otula ciepłem niczym miękki i puszysty kocyk. 
Gorąco polecam tę publikację - moim zdaniem jedną z 17-stu najlepszych książek 2017 roku . Możecie ją czytać wspólnie z całą rodziną, możecie poznawać ją w samotności. Ja czytałam mając u boku moje dwa Futerka i to był cudowny, błogi czas. 
Pozdrawiam Was z moją Viką i Mają.



sobota, 6 stycznia 2018

Augusto Cury "Najbardziej inteligentny człowiek w historii"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 304
ISBN 978-83-276-3083-4

Nieboskie oblicze Jezusa

Jezus - Bóg i Człowiek w jednym ciele. Czy to możliwe? Wielu ludzi wierzy w to z pełnym przekonaniem i jest gorliwymi wyznawcami chrześcijaństwa. Ateiści odrzucają tę tezę. Wyznawcy innych religii też. Których jest więcej? Trudno powiedzieć bo wielu ludzi nie potrafi się w stu procentach zdeklarować. Wielu wątpi, szuka prawdy, zagłębia się w różne książki, studiuje, medytuje i mimo to nie potrafi wykrystalizować swoich poglądów. A ten stan może trwać latami.
Jeśli Jezus to Bóg to jest doskonały, jeśli był człowiekiem to musiał mieć przecież wady. Jedno przeczy drugiemu. Zatem jaką miał osobowość? Jaki charakter? Jakie cechy? Jakie wady i zalety? 

Główny bohater opisywanej książki nazywa się Marco Polo (chyba nieprzypadkowo nosi takie imię i nazwisko). Jest psychiatrą, neurologiem i ateistą. Doskonałym profesjonalistą czego dowodzi pierwszy rozdział książki. Gdy czyta się jego słowa wygłoszone na konferencji ONZ na temat przemocy szybko widać, że to umysł nieprzeciętny i światły. Marco jest zdeklarowanym ateistą. W Jerozolimie (zapewne też nieprzypadkowo  właśnie tam) zostaje mu rzucone wyjątkowe wyzwanie - ma wraz innymi trzema osobami o różnych poglądach religijnych przestudiować osobowość Jezusa pod kątem psychologii i socjologii. To wyzwanie jest kluczowym w jego karierze i zmienia go na zawsze. Rozpoczyna przygodę życia, która potrawa wiele lat. I wstrząśnie jego światem i uczyni go całkowicie innym człowiekiem. Jesteście ciekawi tej metamorfozy i wyciągniętych wniosków? Musicie przeczytać zatem koniecznie lekturę pióra Augusto Cury'ego, która jest pierwszym tomem trylogii.

Gdy zaczynałam czytać tę publikację byłam przesycona książkami obyczajowymi, powieściami stworzonymi według pewnych schematów i potrzebowałam zagłębienie się w coś innego, nietuzinkowego, wyjątkowego czego do tej pory nigdy nie miałam w ręku. To założenie udało się spełnić. Bo ta książka to lektura inna niż wszystkie, niezwykle oryginalna, ale i nie dająca się czytać tzw. ciurkiem. Ten tytuł wymaga przerw na refleksję, na zastanowienie się nad poruszonymi kwestiami, nad istotą materii która jest wyjątkowo zjawiskowa, ale też trudna. To nie jest łatwa lektura, ale czytanie jej to jakaś odrębna przygoda, którą można porównać do odkrywania nowego lądu czy świata. To podróż w niby znane, a jednak takie, które przewartościuje dogłębnie do szpiku kości. Temat główny jest dość dziwny, bo ludzie patrząc na Jezusa widzą zdecydowanie Boga niż jednego z nich. Ewangelie opisują jego postać niby dokładnie a jednak milczą o jego życiu prywatnym. Pokazują bardziej nauczyciela niż zwykłego zjadacza chleba i w tym aspekcie treść książki wydaje się niczym spacer po księżycu. A jednak ta pozycja zrobiła na mnie spore wrażenie, wprawiła w zdumienie i pokazała zwykle prawdy w całkiem innym świetle. To nie jest typowa powieść, to nie jest ramowa powieść religijna, to coś jedynego w swoim rodzaju. Wraz z wybitnym naukowcem i jego ogromnym bagażem wiedzy wypływamy w tajemniczy rejs, który może się podobać lub nie, ale złamie wszelkie stereotypy goszczące w naszych umysłach. To była dobrze dobrana lektura na świąteczny czas, która wpasowała się w jego klimat. Czekam na jej kontynuację, na kolejne dwa tomy. 
Polecam tytuł tym, którzy szukają książki nowatorskiej a zarazem odważnej i szokującej. Warto ją poznać. 

Ałbena Grabowska "Tam gdzie urodził się Orfeusz"



Wydawnictwo Zwierciadło
data wydania II 2017
stron 400
ISBN 978-83-6545-663-2

Rodopskie wspomnienia

Ałbena Grabowska to lekarka i pisarka, która ma bułgarskie korzenie. Rodzina autorki „Stulecia Winnych” pochodzi z Rodopów, a konkretnie z małej górskiej miejscowości Czepełare. Grabowska właśnie tam spędzała letnie wakacje jako dziecko i nastolatka, tam też przyjeżdżała ze swoim mężem i dziećmi, by pokazać krainę, skąd wywodzą się jej korzenie i gdzie narodził się Orfeusz.
Owocem tych podróży jest jej debiutancka książka, która doczekała się dwóch wydań, a która opowiada o przepięknym zakątku Europy. Nie jest on tak popularny jak włoska Toskania czy greckie wyspy, a jest równie fascynujący i warty odwiedzenia. Tytuł nie jest typowym przewodnikiem, ani też kroniką rodzinną. Książka dzieli się na wiele części – niedługich rozdziałów, które przypominają eseje czy dzienniki, a każdy z nich poświęcony jest jakiemuś zdarzeniu, przygodzie, wycieczce, udziale w święcie czy uroczystości. Każdy z nich zawiera cenne informacje o rodopskich zwyczajach i tradycjach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, kulturze, przyrodzie, historii, obyczajach religijnych, wierzeniach, geografii, a także kuchni.
Bułgaria to kraj leżący w Europie, ale dla wielu tajemniczy i nieodkryty. Ta książka świetnie go przybliża i rekomenduje. Po jej lekturze bez zastanowienia spędziłabym w nim zimowe czy letnie wakacje. Autorka równie ciekawie pisze o wydarzeniach wyjątkowych, jak i o zwykłej codzienności. Opisuje mieszkańców Rodopów – znajomych, sąsiadów i członków swojej rodziny. Ałbena Grabowska pokazuje tamtejsze osobliwości przyrody, zabiera na górskie wycieczki, regionalne uroczystości, zabiera do miejscowego meczetu i cerkwi. Opisuje codzienne życie, zwyczaje rodzinne, ślubne i pogrzebowe. Rytuały związane z pracą na roli, perypetie remontowe gdy odnawia dom w którym kiedyś mieszkała jej babcia, a także zabiera czytelników do tamtejszych restauracji by zapoznali się ze specjałami rodzimej kuchni i potrawami charakterystycznymi dla tego regionu Bułgarii.
„Tam gdzie urodził się Orfeusz” to niesamowita literacka podróż. To przepiękna lektura, która skutecznie rekomenduje wyjątkowy zakątek Europy. Ałbena Grabowska z wyjątkowym talentem i wyczuciem snuje przepiękną opowieść akcentując to, co wyjątkowe, czasem zapomniane i zatracone w pędzie ku nowoczesności. Jej relacja jest niezwykle ciekawa, żywa i dynamiczna. Z barwnych opisów wyłania się kraina pełna ciepłych i gościnnych mieszkańców, którzy nie ulegli sztucznej magii nowoczesności i żyją rytmem otaczającego ich świata gór i dolin. W tytule nie brak przeszłości i teraźniejszości które przenikają się i tworzą spójną całość. Opisana rzeczywistość jawi się jako przyjazne miejsce do spokojnego i szczęśliwego życia (dowodem na to jest osiedlanie się tu choćby mieszkańców z Wysp Brytyjskich).
Ałbena Grabowska stworzyła przepiękną lekturę dla tych, którzy chcą zanurzyć się w innej rzeczywistości. Ta książka dowodzi, że pisarka ma wyjątkowy talent do snucia ciekawej gawędy o swoich korzeniach a swoim zachwytem jest w stanie skutecznie zarazić innych. „Tam, gdzie urodził się Orfeusz” to pozycja idealna dla tych, którzy kochają lektury podróżnicze, relacje o dolce vita w południowych częściach Europy i tych, których interesuje folklor, historia i regionalna tożsamość. Gorąco polecam i przestrzegam, że przeczytanie może grozić zaplanowaniem podróży w opisane miejsca.

piątek, 5 stycznia 2018

Agnieszka Krawczyk "Magiczny wieczór"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2017
stron 370
ISBN 978-83-8075-339-6
Seria Czary Codzienności tom IV

W życiu by być szczęśliwym trzeba czasem popełniać szaleństwa 

Lektura „Magicznego wieczoru” to czwarte spotkanie z bohaterami cyklu Agnieszki Krawczyk „Czary codzienności”, które ma miejsce w świątecznym bożonarodzeniowym klimacie. Akcja książki rozgrywa się w grudniu w Zmysłowie, który jest otulony całunem śniegu.
Zima na dobre rozpanoszyła się w górskiej miejscowości. Mieszkańcy miasteczka szykują się do świąt Bożego Narodzenia. Wszyscy żyją też zbliżającym się ślubem Danieli i Jakuba. Uroczystość na się odbyć w kościele przy ołtarzu, na którym stanie odrestaurowana figura świętej Rity, a wesele w Słonecznej Przystani. W Zmysłowie pojawia się nowa nauczycielka, pannie młodej trudno dopasować suknię, a Agata drze koty z Piotrem i ich związek wisi na włosku. Zbliżają się święta, nadchodzi magiczny czas pojednania, a w życiu naszych bohaterów pojawią się zmiany, o których nawet im się nie śniło. Bo życie bywa nieprzewidywalne a miłość czyni cuda...
„Magiczny wieczór” to czwarty tom popularnej serii, a zarazem książka utrzymana w ciepłym i wyjątkowym świątecznym klimacie, która ma wiele walorów. Najważniejszym z nich jest nieprzesłodzenie. Ta powieść nie została oderwana od rzeczywistości, jej bohaterowie nie są sztucznie idealni. Mają swoje słabości, swoje wady, swoje pięty achillesowe. Równocześnie uwodzi ich magia świąt i miłości. Najważniejsze z uczuć udziela się kolejnym parom, dzięki świętom milkną spory, a skłóceni wyciągają do siebie ręce i zaczynają dialogi. Tak bywa czasem w życiu, tak powinno być, bo zawiść i zazdrość nigdy nie przynoszą korzyści.
Lekturę czyta się przyjemnie, a jest ona napisana w taki sposób, że mogą po nią sięgnąć osoby, które nie znają wcześniejszych tomów tego cyklu. Jej klimat naznaczony jest świętami – czuć zapach choinek, z lodowych lampionów bije piękno i nostalgia związana z magią śniegu i lodu. Z kart książki unosi się zapach ciast i potraw typowych dla tego okresu. Zło miesza się dobrem, bohaterowie czasem błądzą, ale starają się iść do obranego celu. W życiu wielu z nich zachodzą zmiany. Kilka postaci dosłownie zatrzymuje się w pędzie codzienności i po znaku stop zaczyna analizę swojego postępowania oraz priorytetów jakimi się kieruje. Wielkim plusem tej publikacji jest to, że nie ma w niej komercji typowej dla czasu przedświątecznego. Autorka skupia się na sferze duchowej, na sprawach uczuciowych i dzięki temu powstaje magia, a czytelnik może oderwać się od rzeczywistości, którą kształtuje tak wszechobecny materializm.
„Magiczny wieczór” to lektura, która jest idealną propozycją na zimowy wieczór. Jej czytanie poprawia humor, łagodzi życiowe podrażnienia i daje nadzieję na wyprostowanie zawiłych ludzkich relacji. To mądra opowieść o ludzkich emocjach, porywach serc i błądzeniach po ścieżkach życia. Błędy są nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji, ale co roku nastaje magiczny czas świąt kiedy łatwiej odnaleźć właściwą drogę ku szczęściu. Warto tak jak bohaterowie tej serii wykorzystać ten czas i pozbyć się złych myśli, negatywnych emocji i złości z serca.
Może się wydawać, że napisanie świątecznej historii obyczajowej to proste zadanie dla każdego, kto dobrze trzyma pióro. Moim zdaniem to spore wyzwanie któremu czasem trudno podołać nawet znanemu autorowi. Wiele takich książek ociera się o kicz i posiada mocno przesłodzoną treść. Agnieszka Krawczyk z tym zadaniem poradziła się wybornie i nie uciekła w krainę słodkości od życiowej rzeczywistości. Należą się dla niej brawa za stworzenie świetnie wyważonej powieści, która z pewnością podbiła i podbije serca sporej grupy czytelniczek. Osobiście w pełni uległam magii „Magicznego wieczoru” i z serca go polecam.

czwartek, 4 stycznia 2018

Bestsellerowa trylogia ROYALS - zapowiedź Wydawnictwa Kobiecego



Pierwsza część bestsellerowej trylogii ROYALS, która urzeknie każdą kobietę
Na przyjęciu z okazji ukończenia studiów na Uniwersytecie Oksfordzkim Clara Bishop spotyka intrygującego mężczyznę o demonicznym spojrzeniu. Chociaż ich znajomość miała skończyć się na jednym pocałunku, to nie może o nim zapomnieć. Mężczyzna wydawał się jej bardzo bliski, jakby skądś go znała. Kiedy do drzwi Clary pukają paparazzi, okazuje się, że tajemniczym przystojniakiem był książę Alexander.

Prawowity następca tronu to niebezpieczny bad boy, który słynie z tego, że zawsze dostaje to, czego pragnie. Jego najnowszym kaprysem staje się Clara. Alexander proponuje jej układ, w którym dziewczyna zostanie jego sekretną kochanką.

Czy zdołają utrzymać swój związek w tajemnicy? Czy niebezpieczny książę poczuje do Clary coś więcej? 
„Geneva Lee, bestsellerowa autorka, spędza każdą chwilę na pisaniu. Uwielbia sprawdzać, jak pod jej piórem będą zachowywać się potężni i niebezpieczni mężczyźni. W serii ROYALS sięga po sekret kobiet na całym świecie – marzenie o odwzajemnionej miłości przystojnego księcia”. (opis ze strony Wydawcy)


PREMIERA 16 LUTEGO 2018