poniedziałek, 21 maja 2018

Joanna Jax "Zemsta i przebaczenie. Otchłań nienawiści"


Wydawnictwo Videograf
data wydania 2017
stron 384
ISBN 978-83-7835-538-0

Wojna jest przyjaciółką nienawiści

Drugi tom cyklu pióra Joanny Jax opowiadającego perypetii rodzeństwa Lewinów nosi tytuł "Otchłań nienawiści". Jego akcja toczy się w latach 1941- 1942. To czas kiedy wiadomo już, że wojna nie skończy się szybko i pomyślnie dla Polski. Niemcy czują się mocni i planują dalsze podboje. Polacy muszą się pogodzić z okupacją dwóch agresorów i przegraną kampanią wrześniową.

 Niektórym z żołnierzy, tak jak Julianowi Chełmickiemu udaje się przedostać do Anglii i podjąć szkolenie by powrócić do kraju i włączyć się w podziemną walkę o wolność. Do Anglii po wielu niebezpiecznych przygodach dociera też wiedziona miłością Alicja Rosińska. Między tych dwojgiem mocno iskrzy, ale Julian na wieść o związku ukochanej z Martinem Grossem kończy romans. Oboje zostają przerzuceni do ojczyzny i podejmują wyznaczone im zadania. Alicja na wieść o uwięzieniu Hanki postawia zrobić wszystko by uwolnić przyjaciółkę z Pawiaka. 
Hanka po wielu dniach niewoli obojętnieje na cały świat. Wiedziona rozpaczą rzuca się na jedną ze strażniczek i dusi ją. Za ten czyn nie spotyka ją kara śmierci bo jest potrzebna Niemcom żywa by doprowadzić ich do Igora Łyszkina. Ten na wieść o uwięzieniu Hanki udaje się do Polski. 
Hanka zostaje przywieziona do Bocianowa i jest przynętą. Ma tam zwabić Igora. Niemcy obiecują zwrócić Hance córkę w zamian za schwytanie bolszewickiego szpiega...

Drugi tom serii w niczym nie ustępuje pierwszemu pod względem doskonałości. Na jego kartach spotykamy znanych już bohaterów, ale i pojawiają się nowe postacie: Irena zwana Wariatką, sympatyczny Szymek Wielopolski czy grająca krótki, lecz bardzo wymowny epizod panna Evans. 
Akcja toczy się wartko, a kolejne sceny to wydarzenia z życia bohaterów, ale i obrazy wojny. Czasu złego, który ma różne oblicza. Bo wojna to przecież nie tylko walka i potyczki zbrojne. Wojna to też trudne życie cywilów, którzy muszą żyć i zaspokajać zwyczajne potrzeby, a to w takim czasie urasta do miana walki. Wojna to brutalna pani, która zmienia ludzką psychikę, która przyzwyczaja do złego, która szybko i skutecznie łamie kręgosłupy moralne ludzi. Zmusza do drastycznych czynów, domaga się podejmowania trudnych decyzji, przypiera do muru i każe zapomnieć o moralności, sumieniu i ludzkich odruchach. Wojna zezwierzęca ludzi, wyzwala w nich złe instynkty. Wojna każe deptać po innych, skłania do zdrady i każe się mścić. 

Nasi bohaterowie nie są kryształowi, nie są idealni. Mimo wszystko nie potrafią się wyrzec uczuć, nie potrafią zrezygnować z miłości. Treść książki jest niesamowita i dostarcza mnóstwa emocji. Szczególnie mocne jest zakończenie, które wyciska łzy. Postać Noemi jest symbolem, który przemawia wyjątkowo przejmująco i wyraziście. Autorka przepięknie ukazuje obrazy z których składała się okupacyjna rzeczywistość - pejzaże z getta, okrutnego więzienia, proceder szmuglowania towarów a zwłaszcza żywności, mechanizmy funkcjonowania i walki ZWZ, poświęcenie ludzi takich jak doktor Weronika.

Tę powieść czytałam całkowicie oderwana od rzeczywistości, przejęta losami ulubionych postaci i wstrząśnięta brutalnością wojennego świata, który jest słusznie utożsamiony z piekłem. W czasie lektury moje oczy wielokrotnie roniły łzy, a serce drżało o losy Hanki czy Alicji. Treść tego tomu realnie uświadomiła mi czym była wojna, jak bardzo zmieniała ludzi i wyniszczała nie tylko ciała ale i dusze. 
Podtrzymuję zdanie, że to doskonała i mistrzowska saga, napisana z rozmachem, pietyzmem i będąca dowodem, że jej Autorka ma wielki talent do tworzenia książek z historią w tle. Gorąco polecam. Wkrótce recenzja kolejnego tomu, który już zaczęłam czytać. 

poniedziałek, 14 maja 2018

Beata Agopsowicz "Oczy Pana"



Wydawnictwo ESPE 
data wydania 2018
stron 304
ISBN 978-83-7482-882-6

Czy przebaczenie koi ból?

Patrząc na moje czytelnicze statystyki łatwo odgadnąć, że wśród gatunków po które sięgam najczęściej króluje obyczaj. Sporo czytam książek dla kobiet, chętnie zagłębiam się w tytuły o których można powiedzieć, że napisało je samo życie. Są wśród nich książki lepsze i gorsze. W każdej staram się znaleźć plusy i zalety. Nie zawsze jest ich wiele. Powieść "Oczy Pana" okazała się czytelniczym rozczarowaniem. Nie oznacza to, że książka jest całkowicie zła i nie warta przeczytania. Mnie pewne rzeczy nie przypadły do gustu. Ale po kolei.

Jagoda po śmierci ojca i nieobecności w jej życiu matki usamodzielnia się i wyprowadza od toksycznej babki, która często podcina jej skrzydła i nie wspiera w realizacji planów na dorosłe życie. Po ukończeniu studiów i paraniu się dorywczymi zajęciami znajduje pracę na etat w biurze rachunkowym. Jej przełożoną jest Barbara, której małżeństwo nie należy do szczęśliwych. Raczej jest ono fikcją, a relacje Basi z synem też są niewłaściwe. Powodem do radości są tylko sukcesy na ścieżce kariery zawodowej, ale te same w sobie nie są w stanie uszczęśliwić.
Piotr jest zraniony w życiu uczuciowym. Marzy o rodzinie i żonie, ale trafia na kobiety, które nie są skłonne do stabilizacji i otoczenia się jarzmem rodzinnych obowiązków.
Los splata życiowe ścieżki tych postaci. Czy to sprawi, że na ich twarzach zagości uśmiech?

Pomysł na fabułę tej książki jest dobry. Autorka ukazała kilkoro bohaterów, którzy nie mają życia usłanego różami. Codzienność przyniosła im pewne rozczarowania i zawody. Każdy z bohaterów ma swoje problemy i swoje priorytety. Każdy choćby podświadomie szuka szczęścia, spełnienia i realizacji marzeń oraz planów. Każdy ma prawo popełniać błędy. To życie, samo życie, które czasem potrafi zaboleć. I to w tej lekturze, a właściwie w jej początku spodobało mi się. Niestety ukazanie wiary jako antidotum na wszelkie życiowe problemy jest dla mnie zbyt infantylne. Bo nie ma jednej drogi do szczęścia. Tak jak nie każdą krzywdę można w pełni przebaczyć. Owszem można na pokaz, ale w głębi duszy zostaje pewna zadra.

Jagoda, która układa sobie samodzielnie dorosłe życie jest bohaterką, którą polubiłam najbardziej. Barbara/Monika to już kobieta, która swoim zachowaniem nie jeden raz mnie zaskoczyła. Wprawiła w zdumienie i szok. Zdarza się wredna teściowa, ale czy kochająca matka zostawi dziecko i sobie ot tak wyjedzie? Tak może zrobić nastolatka, ale nie dorosła kochająca mama.
W książce każdy z bohaterów w cudowny sposób odnajduje receptę na życiowe bolączki w wierze. Wystarczy wizyta w szpitalnej kaplicy czy rozmowa z księdzem i już sytuacja zmienia się na lepsze. Osobiście mnie to mocno zirytowało, bo zwyczajne życie tak proste nie jest. Wiara ponoć czyni cuda, ale nadzieja bywa matką głupich.
Książka bardzo mocno podkreśla wartości katolickie i sens wiary w ludzkim życiu. Osoby które mają inne światopogląd ta lektura nie przekona. Osobiście należę do ich grona więc powieści nie ocenię zbyt wysoko. To nie znaczy jednak, że ten tytuł nie trafi w Twój gust Drogi Czytelniku. By sprawdzić jak Ty ocenisz tę publikację po prostu po nią sięgnij.

czwartek, 10 maja 2018

Odd Harald Hauge "Everest"



Wydawnictwo Edipresse Książki 
data wydania 2017
stron 328
ISBN 978-83-7945-791-5

Wspinaczka i śmierć idą razem w parze

Książka Odda Haralda Hauge nosząca tytuł najwyższego szczytu na świecie to nie pozycja z gatunku literatury wysokogórskiej. Nie jest to dziennik z wyprawy choć jej autor stanął na Dachu Świata w 2007 roku. Nie jest to także biografia najwyższego z ośmiotysięczników a lektura z gatunku sensacji. Opisana historia to literacka fikcja mrożąca krew w żyłach, chociaż śmiem sądzić, że w pełni jej grozę zrozumieją tylko ci, którzy mają pojęcie o tym czym jest himalaizm, co grozi człowiekowi w strefie śmierci i jak słabi jesteśmy wobec sił natury, która na sporych wysokościach ma nad istotą ludzką miażdżącą przewagę.

Na szczyt Czomolungmy docierają albo profesjonalni wspinacze będący członkami narodowych bądź międzynarodowych wypraw, szerpowie albo klienci ekspedycji komercyjnych, którzy w zamian za spore pieniądze mają być wprowadzeni na wierzchołek przez profesjonalistów oraz otoczeni wszechstronną opieką i pomocą.
Do drugiego typu wyprawy dołącza główny bohater książki, która moim zdaniem jest wielowymiarowa i pozwala spojrzeć na zdobywanie trudnych i wysokich gór z wielu stron. Po pierwsze tytuł pokazuje co jest iskrą i motorem, który pcha zwyczajnych zjadaczy chleba o zasobnym portfelu w góry, które są ekstremalnie wysokie i bardzo niebezpieczne dla ludzkiego organizmu. Po drugie autor ukazuje realne warunki jakie spotykają chcących zdobyć szczyt w trakcie wspinaczki. Fundamentem fabuły jest sensacja, ale poszczególnych jej elementów łatwo doszukać się w każdej z wypraw, która miała realnie miejsce.

Martin Moltzau pochodzący z Norwegii jest doświadczonym podróżnikiem i polarnikiem. Jego sponsorem jest znany koncern samochodowy. By kontrakt nadal trwał firma wymaga kolejnego spektakularnego wyczynu, który obiłby się głośnym echem w mediach. Wybór pada na złojenie Everestu i zostaje wykupiony udział w komercyjnej wyprawie pod wodzą legendy himalaizmu Richarda Lawrenc'a. Przygoda rozpoczyna się w Katmandu. Grupa ma rozpocząć wspinaczkę po stronie północnej – tybetańskiej, a właściwiej politycznie chińskiej. Od pierwszego wejrzenia widać, że tworzą ją ludzie gotowi iść po sukces po trupach, zadufani w sobie i wnoszący w góry problemy oraz klęski zwyczajnego życia. Nie ma w nich pokory, nie ma w nich szacunku dla góry, nie widać też chęci zgrania i stworzenia kolektywu – zgranego zespołu, który będzie sobie w trudnych sytuacjach pomagać. To nie wróży dobrze, a to jeszcze nie koniec kłopotów i słabości. Czy w takiej sytuacji możliwy jest sukces i zdobycie szczytu? Czy to może raczej pewna ścieżka do dramatu i tragedii?

„Everest” to moim zdaniem świetnie napisany thriller, którego scenariusz tworzy wyobraźnia autora, sroga aura i klimat oraz ludzka głupota, brak ostrożności i zlekceważenie przeciwnika jakim jest natura wyjątkowo mało łaskawa na tak ogromnych wysokościach. W treści fabuły nie ma jakiś przełomowych momentów czy drastycznych zwrotów akcji. Spirala nakręca się powoli aczkolwiek systematycznie. Na dramat pracują wszyscy – i klienci i profesjonaliści kierujący wyprawą. Liczą się przede wszystkim pieniądze, a oszczędność zwiększa ryzyko do maksimum i na własne życzenie. Liczy się honor i sława, a odruchy człowieczeństwa tłumi himalajski wiatr i chęć osiągnięcia celu za wszelką cenę. Mocnym punktem książki jest zakończenie, które zrobiło na mnie spore wrażenie i ukazało prawdziwe „ja” głównego bohatera, który dzięki tej wspinaczce, dzięki temu wyzwaniu poznał bardziej siebie i przewartościował swoje życie. Zdobył to, czego się być może się nie spodziewał. Zdobył mądrość i doświadczenie, które z pewnością były cenniejsze niż pogromiona góra. Jeśli nigdy nie doświadczyliście grozy strefy śmierci, gdzie brakuje tlenu i ludzkie ciało powoli gaśnie polecam lekturę tej książki. Jeśli po nią sięgniecie czeka Was nie tylko dawka grozy czy mrożące krew w żyłach sceny. Czeka Was odkrycie świata gór, w którym człowiek zawsze będzie tylko maleńki jak ziarnko piasku i słaby jak niemowlę. Zapraszam wraz z autorem w Himalaje.

środa, 9 maja 2018

Wojciech Drewniak "Historia bez cenzury 3. Poland First to fight ...czyli II wojna światowa"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2018
stron 304
ISBN 978-83-240-4277-7

Lightowa lekcja historii o najbardziej krwawej z wojen

Należę do średniego pokolenia, które przekroczyło magiczną czterdziestkę. Moją wiedzę historyczną w szkole zgłębiałam w czasach schyłku komunizmu i początku III RP. Jak w jednym tak i w drugim systemie uczono mnie w sposób tradycyjny czytaj sztywny, choć spojrzenie na fakty historyczne było inne. Nie do pomyślenia było, by potraktować taki temat jak choćby II wojna światowa w sposób lekki, z dozą potocznego języka - choć bardziej tu pasuje słowo slangu. Lekcje polegały na przekazywaniu sztywnych faktów, a te były przekazywane w sposób - patrząc z perspektywy czasu nudny i monotonny. Atrakcją była analiza jakiegoś tekstu źródłowego i pozwolenie komuś na samodzielną ocenę postępowania postaci historycznej. 
Świat się zmienił i chcąc nie chcąc by trafić do młodych umysłów trzeba się dostosować do nowych metod przekazu informacji. Stare nie trafią z należytym skutkiem. No dobrze, trafią do kilku z kilkudziesięciu osób. Co zatem z nauką historii? Moim zdaniem trzeba przekazywać wiedzę w sposób taki jak w swoim cyklu robi to Wojciech Drewniak. Jego seria - Historia bez cenzury jest z pewnością napisana metodą idealną dla młodego czytelnika, która może starsze pokolenie tradycjonalistów gorszyć i razić. Mnie się podoba, dlatego dziś zaprezentuję trzeci tom tego cyklu, który poświęcony jest najokrutniejszej z wojen. (oby nigdy większy konflikt nie miał miejsca).

Kolejna książka w serii autorstwa Drewniaka różni się od swoich dwóch poprzedniczek. Na jej kartach nie występują w świetle jupiterów konkretne postacie historyczne. Raczej można mówić o bohaterach zbiorowych - żołnierzach uczestniczących w poszczególnych bitwach, ludności okupowanej Polski czy uczestnikach Powstania Warszawskiego. Wojna ukazana jest jako zdarzenie które w specyficzny sposób dotyka każdego obywatela zaatakowanego kraju. Tytuł składa się z 11 rozdziałów, wstępu, indeksu tematycznego i indeksu nazwisk. Te dwa ostanie znacząco ułatwiają "poruszanie" się po treści książki. Każdy rozdział poświęcony jest odrębnemu tematowi. Każdy jest ciekawy i zawiera wiele przystępnie podanych informacji. Młode pokolenie z łatwością odnajdzie wspólny język z Autorem i pokocha styl w jakim ukazana jest przeszłość. Lektura naszpikowana jest wieloma ciekawostkami, szczegółami i zapadającymi w pamięć informacjami. To moim zdaniem idealne danie historyczne, które młode pokolenie skonsumuje z apetytem. Starsze pokolenie może ta publikacja nieco szokować. Najważniejsze jednak by historia trafiła w takiej formie do tych, który opasłe tomy podręczników omijają szerokim łukiem.

wtorek, 8 maja 2018

Hanna Dikta "To nie może być prawda"



Wydawnictwo Zysk i Spółka
data wydania 2018
stron 272
ISBN 978-83-8116-270-8

Przeszłość to nie zawsze zamknięty rozdział 

Co było nie jest i nie pisze się w rejestr. Tak mówi porzekadło. Czy to prawda? Niekoniecznie. Wprawdzie czas mija nieubłaganie i ta sama chwila w życiu się nie powtarza, ale wydarzenia, wybory i podjęte przez nas kiedyś decyzje czasem rzutują na naszą teraźniejszość i przyszłość. Poza tym człowiek to taka istota, która lubi sobie komplikować życie i czasem czyni mniej lub bardziej świadomie fatalny krok na swojej życiowej ścieżce. Dowodem takiego postepowania jest zachowanie głównej bohaterki najnowszej powieści Hanny Dikty - pisarki, która ma talent do tworzenia ciekawych historii, które ujmują miłośników dobrych książek obyczajowych.

Małgorzata to dojrzała kobieta, która może uważać się za szczęściarę. Jest mężatką, a jej wybranek serca jest przykładnym, kochającym partnerem i dba o dom oraz małżeńskie relacje. Parze do szczęścia brakuje tylko dziecka. Gosia pracuje w szkole jako nauczycielka polonistyki. Pewnego dnia jej spokojnie ustabilizowane życie burzy jedno spotkanie. Spotkanie po latach z mężczyzną, który był jej kochankiem, a który jest poważnie chory. Krzysztof przystojny wykładowca z uczelni walczy z nieuleczalną chorobą, schorzeniem, które niesie za sobą poważne konsekwencje. Czy jedna noc w ramionach dawnego kochanka zrujnuje życie i małżeństwo Małgosi? Czy przeszłość położy się cienie na przyszłości? 

Hanna Dikta w swojej powieści dowodzi, że życie bywa nieobliczalne i jest pełne niespodzianek. Niektóre z nich wcale nie są przyjemne i udowadniają, że moment może zmienić całą przyszłość. Małgorzata jak wiele kobiet ulega magii chwili i słodyczy wspomnień. Bez powodu stawia na szali swój udany związek i całe życie. Niewierność się mści. 
W fabule książki którą czyta się szybko i przyjemnie poruszonych jest wiele trudnych tematów. Autorka ich nie omija i nie owija w bawełnę, ale podchodzi do nich odważnie. Zdrada, przyjaźń, miłość i namiętność, choroba, stres oraz toksyczne relacje przewijają się przez karty książki utrudniając życie bohaterów, którzy są bardzo realni i prawdziwi. Tacy z krwi i kości. Nie są idealni, nie są wybieleni, nie są bez wad. Żyją realnie, a tym samym zdarza im się pobłądzić. I z tymi błędami muszą żyć. 
Ta książka w wyraźny sposób daje mądrą lekcję, która nie odbędzie się w żadnej szkole. Autorka uczy by doceniać to, co dostajemy od losu. Z fabuły wyciągnęłam wniosek, by nie ulegać chwili i nie stawiać na szali tego, co w życiu wartościowe. Lektura gwarantuje sporo emocji. Dla mnie popłynął z niej morał : Życie jest i tak ciężkie więc nie trzeba sobie go dodatkowo utrudniać. 
Powieść polecam zwłaszcza mężatkom, partnerkom i tym paniom, które marzą o stałym związku i miłości na całe życie.

niedziela, 6 maja 2018

Anna Stryjewska "Pocałunek morza"


Wydawnictwo Szara Godzina
data wydania 2018
stron 288
ISBN 978-83-65684-67-7

Powieść mająca wiele twarzy

Czasem po przeczytaniu książki miewam mieszane uczucia. Nie potrafię jej jednoznacznie ocenić, bo z jednej strony książka chwyta mnie za serce, ale są w niej elementy, które mnie irytują. W takiej sytuacji długo ogarniam myślami tę lekturę i trudno przejść mi do kolejnej książki. Sprzeczne uczucia długo targają mną po przeczytaniu "Pocałunku morza" - debiutu, który ma wiele plusów i minusów. Plusem jest bardzo dobrany tytuł, ciekawa pod względem graficznym okładka i pomysł na fabułę. 
Fabuła tegoż tytułu jest nieźle wymyślona, choć w końcówce książki dominuje w niej chaos. 
Początek jest bardzo wciągający i po prostu dobry. Czytelnik zostaje wprowadzony w życie głównej bohaterki, które zamiast bajką jest smutnym ciągiem wydarzeń. Patrycja jest pokrzywdzona przez los niczym dziewczynka z zapałkami z baśni Andersena. 

Patrycja jako mała dziewczynka zostaje osierocona przez mamę. Jej ojciec poślubia inną kobietę, z nią układa swoje życie, a córkę podrzuca na wychowanie do matki. Obiecuje jej wprawdzie przeprowadzkę do swojego nowego domu, ale to obietnica jak gruszki na wierzbie. Nigdy się nie spełnia. Dziewczynce pod dachem babki wcale nie jest dobrze bo starsza kobieta przyjmuje wnuczkę jako dopust boży i zbędny balast. Dzieciństwo Patrycji jest bardzo smutne. Gdy dorasta też jej życie nie jest usłane różami. Przeżywa nieszczęśliwą miłość, która sprawia, że opuszcza rodzinne strony. Przypadek odmienia życie Patrycji, na którym ciążą rodzinne tajemnice i sekrety z przeszłości.
Czy podróż stanie się nowym, szczęśliwszym początkiem dorosłego życia? Czy los uśmiechnie się do bardzo samotnej kobiety?

Lektura książki dostarczyła mi wiele emocji. Albo fascynowała mnie treść, albo płakałam nad losem bardzo nieszczęśliwej dziewczynki, albo byłam zła na Autorkę, która dopracowała początek i środek książki a potem lekko pogubiła się w fabule i smak czytania zepsuł chaos, zbytnie przyśpieszenie akcji i przeskakiwanie między dziejami poszczególnych bohaterów. Pokochałam główną bohaterkę, bardzo jej kibicowałam, życzyłam odmiany losu i szczęścia. Gołymi rękami zamordowałabym ojca i babkę Patrycji, którzy okazali się po prostymi złymi, opętanymi znieczulicą ludźmi. Przemek też okazał się typowym draniem. 
W powieści wszystko jest czarne lub białe, a zatem przewidujące. W życiu tak prosto nie jest i tego realnego życia w książce po prostu zabrakło. Była raczej bajka i dużo sztuczności. Zabrakło opisów przyrody czy otoczenia, choćby krótkich, ale pozwalających lepiej pracować wyobraźni w trakcie czytania. Mam wrażenie, że Autorka wymyślała treść spontanicznie, bez planu i dopracowania. Zabrakło plastycznego zlepienie poszczególnych scen, płynności fabuły, jej rytmu. 
Brutalność losów głównej bohaterki kontrastuje z lekkim, a tym samym niepasującym językiem. 
Plusem jest dobre balansowanie pomiędzy różnymi okresami czasowymi i oparcie fabuły na rodzinnych sekretach.

Czy poleciłabym tę lekturę? Dla bardzo wymagającego czytelnika raczej nie, ale jeśli ktoś chce się zrelaksować, oderwać od rzeczywistości i poznać historię naznaczoną smutkiem to może sięgnąć po tę propozycję. 
Opinia napisana, a mnie nadal trudno ocenić tę książkę w skali od 1 do 10. Dużo w niej plusów i minusów. Zatem nadal jestem myślami w tym tytule. Zaintrygowałam Was? Jeśli tak to czuję, że moja misja odnośnie tej powieści jest spełniona. Dodam, że mnie szczególnie kuszą książki mające złe bądź niejednoznaczne oceny. 

środa, 2 maja 2018

Katarzyna T. Nowak "Rok na odwyku"



Wydawnictwo Literackie 
data wydania 2018
stron 144
ISBN 978-83-08-06484-9

Odwyk to nic innego jak walka o życie

Przeżywam obecnie jeden z najtrudniejszych okresów mojego życia. Mam powody do radości, ale i muszę się pogodzić ze stratą. Stratą której można było uniknąć, gdyby ... Jest mi ciężko na duszy i mimo wszystko muszę dalej iść do przodu. Nie jestem sama, mam wsparcie w bliskich i przyjaciołach. Pomocne są książki - sprawdzone lekarstwo na smutki. Wydawać by się mogło, że idealna w obecnym czasie dla mnie jest literatura lekka i łatwa. A tu zonk. Właśnie nie. Dobrze czyta mi się trudne, mocne i wstrząsające książki. Do takich należy lektura wydana nakładem Wydawnictwa Literackiego, która opowiada o trudnej drodze. Drodze z piekła do normalności. Sama nigdy nie znalazłam się na ścieżce uzależnienia, ale przeczytanie tego tytułu okazało się mi bardzo pomocne. Nie tylko z powodu poznania tych mroczniejszych stron życia i ludzkiej natury, ale i bym zbyt łatwo nie sięgnęła na długo po leki, które mają niekiedy bardziej zgubne niż lecznicze skutki. 

Odwyk to jedyna droga by wyrwać się ze szponów nałogu. To droga z pewnością pod górę pełna zakrętów i przeszkód. Nie wszystkim udaje się ją pokonać i dojść szczęśliwie do celu, którym jest odzyskanie kontroli nad sobą i własnym życiem. 
Autorka książki opowiada o roku swojego życia, który spędziła w zamkniętym zakładzie odwykowym. Ten rok był trudny, ale zarazem konieczny by móc normalnie cieszyć się życiem.

Jak się okazuje w szpony jakiegokolwiek nałogu wpaść jest bardzo łatwo. Początki bywają niewinne a często przyjemne. Używka daje złudne poczucie spokoju, pewności siebie, normalności. Kiedy przekracza się pewną niewidzialną linię życie staje się katorgą. Nałóg zabiera wszystko, niszczy niczym tornado i jest bezlitosny. Jak ciężko z niego wyjść opisane jest na kartach kroniki powrotu do świata, który ma kolory. Autorka trafiła do ośrodka w nienajgorszym stanie, ale okazało się, że ma wiele do zmiany w swoim świecie i wiele do przepracowania by móc powiedzieć - kocham żyć. 

To lektura oszczędna w słowach i ilości zapisanych stron. Bogata w treść. Nie jest łatwym kąskiem do przeczytania. Czyta się ją powoli, a wiele słów szokuje i przejrzyście uświadamia, jak to jest walczyć z tak groźnym wrogiem. Pomocni są terapeuci, odpowiednie leki, ale to każdy uzależniony stacza walkę. To nie jest książka dla każdego i nie wystarczy ją tylko przeczytać. Ją trzeba przeżyć, przemyśleć, zrozumieć by docenić trud jej napisania i intencje, które kierowały jej Autorką. Na jej kartach trudny temat goni kolejny. Nałogi - uzależnienie od alkoholu, leków, narkotyków, hazardu, nieprawidłowe relacje rodzinne, przemoc - to problemy, które dotykają Panią Katarzynę i jej współtowarzyszy. W tej książce nie ma miejsca na dobre maniery, elegancję, kulturę itd. Tu scenariusz obfituje w drastyczne sceny. Z tej pozycji dowiecie się jak nisko może upaść człowiek i jak wiele wysiłku trzeba by wrócić z piekła uzależnienia. Książka jest przestrogą, szczerą relacją, wyjątkową kroniką, świadectwem, że można powstać z kolan i zacząć od nowa. 
Droga do trzeźwości jest trudna, ale można ją pokonać. Oby ta lektura trafiła w ręce tych, którym pomoże, którzy znajdą w niej pocieszenie i zaczerpną z niej sił. 
Płynie z niej morał, że życie może być wolne i piękne. Podziwiam Autorkę i z serca jej gratuluję i walki i odwagi napisania o niej. 

środa, 18 kwietnia 2018

Anna H. Niemczynow "Dziewczyna z warkoczami"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2018
stron 360
ISBN 978-83-8075-396-9

Życie nie zawsze przynosi nam to, czego od niego oczekujemy

Marzenia ma każdy z nas. Szczególnie wiele ich mają młodzi ludzie stojący u progu dorosłego życia. Ich plany są często bardzo ambitne. Prym w nich wiodą koncepcje zawodowe i uczuciowe. To całkiem naturalne, że młoda dziewczyna, taka jak główna bohaterka powieści Anny Niemczynow, marzy gdzieś w głębi duszy o wielkiej miłości i tym jedynym mężczyźnie, który zamieszka na zawsze w jej sercu. Umysł w pewnym sensie konkretyzuje tę osobę, ale życie często te wyobrażenia weryfikuje i pisze własny scenariusz. Scenariusz, w którym miłość nie pyta o wiek.
Paulina kończy studia pedagogiczne. Właśnie zdaje ostatni egzamin i przed nią tylko obrona pracy magisterskiej. Dalej są wakacje, podjęcie pierwszej pracy, a może kolejne studia na kierunku stomatologicznym, do czego gorąco namawia ją mama. Paulina w domu bliskiej przyjaciółki Dagmary spotyka gościa jej rodziców. Mężczyznę z przeszłością, który przyjeżdża, by odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Między Pauliną a Mikołajem od samego początku iskrzy. Młoda kobieta za nic ma sporą różnicę wieku i coraz bardziej kieruje się sercem i emocjami. Mikołajowi zaś przyjaciółka Dagmary mocno kogoś przypomina. Kogoś, dla kogo kiedyś w przeszłości stracił głowę. Co wyniknie z takiej znajomości? Czy duża różnica wieku stoi na przeszkodzie szczęściu? Czy przeszłość jest w stanie zapanować na tym, co teraz i położyć się cieniem na przyszłości?
By poznać odpowiedzi na te pytania należy przeczytać książkę, która ma piękną, utrzymaną w wiosennej tonacji okładkę i która zawiera w sobie ciekawą, obyczajową historię.
Na pierwszy rzut oka ta lektura może się wydawać niezwykle pogodna, lekka i przyjemna. W jej fabule drzemie wiele życiowej treści i poruszonych zostało dużo trudnych tematów. Przewijający się korowód postaci jest barwny i niejednolity. Każdy z bohaterów ma swoje tajemnice i sekrety. Pozornie wydawać by się mogło, że wszystko może się dobrze ułożyć i mieć beztroski happy end, ale jak to zwykle w życiu bywa na drodze do szczęścia staje przeszłość. Ona wraca jak bumerang i splątuje życiowe ścieżki, komplikuje i miesza. Ta opowieść potwierdza też prawdę, że życie zawsze potrafi zdobyć się na totalną nieprzewidywalność. Ma też moc diametralnie zaskoczyć i zrobić przeróżne niespodzianki. Los lubuje się w weryfikacji naszych planów. Książka niekiedy bywa przewidywalna, ale są momenty, które zaskakują.
„Dziewczyna z warkoczami” to powieść o miłości, przyjaźni i rodzinnych więzach. Czyta się ją szybko, a w trakcie lektury nie brak emocji. Czuć z niej aromat sernika, zapach rodzinnej atmosfery i siłę najgorętszego uczucia, które ma ogromną moc. Z kart lektury bije dobra energia i pozytywny przekaz. Przeczytanie powieści Anny Niemczynow sprawia, że pogodniej spojrzymy na świat i uwierzymy, że nawet najgorszy początek może doprowadzić do dobrego końca.
„Dziewczyna z warkoczami” to powieść dla tych, którzy lubią fabuły skomplikowane rodzinnymi tajemnicami. Jestem pewna, że podbije ona serca pań w każdym wieku, a jej lektura pochłonie i oderwie od szarej rzeczywistości. W trakcie czytania nie zabraknie momentów i do śmiechu i do łez. Lektura idealnie sprawdzi się na wiosenny weekend i czytanie w plenerze.

sobota, 31 marca 2018

Wielkanoc




Aby był to czas uroczy,
życzę miłej Wielkanocy.
Aby zdrowie dopisało
i jajeczko smakowało.
Aby szynka nie tuczyła,
atmosfera była miła.
Niech tradycja wodę leje,
a zajączek niech się śmieje!

środa, 28 marca 2018

Agnieszka Krawczyk "Tylko dobre wiadomości"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2018
stron 416
ISBN 978-83-8075-384-6

Złym nowinom wstęp wzbroniony

Są autorzy, po których kolejne książki sięgamy w ciemno. Robimy tak, bo pokochaliśmy ich pióro, doceniamy styl jakim piszą, ich pomysły na fabułę i klimat, jaki odczuwa się w trakcie czytania. Do tego grona literatów zaliczam Agnieszkę Krawczyk, której powieści są sprawdzonym antidotum na zły humor i chandrę.
Jej najnowsza książka nosi jakże pozytywny tytuł „Tylko dobre wiadomości” i opowiada historię dwóch młodych, zdolnych i ambitnych przyjaciółek – Izabeli i Kamili. Życie obu stanęło na zakręcie i czas w nim na zmiany, nowe cele i wyzwania.
Iza – znana i popularna dziennikarka stacji telewizyjnej, prowadząca programy z zakresu publicystyki w ramach reorganizacji i zmiany ramówki traci optymalny czas programowy i zostaje odsunięta na boczny tor. Ta decyzja jej się zupełnie nie podoba, tym bardziej, że wypiera ją tania, komercyjna rozrywka. Pani Oster odchodzi z pracy i liczy na intratną propozycję od konkurencji. Ta jednak w spodziewanej formie nie nadchodzi, ale ciekawa oferta spływa od jej przyjaciółki Kamili Rudnickiej-Clement. Kama odziedziczyła bowiem w spadku po byłej teściowej pismo dla pań, które nie jest w najlepszej kondycji. Wspólnie mają je uratować, odświeżyć i przywrócić dawną popularność. Jest to spore wyzwanie i trudny cel. Dla tych dziewczyn nie ma jednak nic niemożliwego. Przeprowadzają się do Krakowa, zakasują rękawy i zabierają się z zapałem ostro do pracy...
Czy uda się sprostać zadaniu? Czy w nowym miejscu zamieszkania czeka na główne bohaterki nowa miłość? Czy życie napisze pełen szczęścia scenariusz? Odpowiedź drzemie na kartach książki, która okazała się przyjemną i idealną lekturą na przedwiośnie, które jest bure, ponure i chętnie trzyma sztamę z chandrą.
Podobnie jak w innych książkach Agnieszki Krawczyk w „Tylko dobrych wiadomościach” panuje pełen optymizmu i nadziei klimat na lepsze jutro. Choć dziś los sprawia niezbyt miłe niespodzianki czuje się mocno, że to tylko przejściowe i szybko przeminie pod warunkiem, że nie siądziemy na laurach i weźmiemy się z życiem za bary. Wykreowane bohaterki są miłe i sympatyczne, zarażają dobrą energią i pokazują, że spojrzenie na świat z lekkim dystansem bywa sprawdzonym pomysłem i sposobem na dobry nastrój. Kamila i Iza nie załamują rąk, nie narzekają. Idą ciekawe przez życie i uważnie rozglądają się za kolejnymi szansami i drzwiami do otworzenia. Ta postawa jest idealnym wzorcem dla osób, które sięgną po tę powieść w gorszym czasie życia.
Książkę czyta się lekko, często z uśmiechem na twarzy. Fabuła zawiera wiele scen, które ostro rozśmieszą. Niesamowity klimat nadają miejsca, w których rozgrywa się akcja – Kraków i Wenecja. Z kart lektury czuć tę specyficzną dla tych miejsc aurę - jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną. Uroku dodaje także obecność zwierzaków i przepiękna okładka.
Powieść gloryfikuje przyjaźń, która dziś często zostaje zabita przez rywalizację i zostaje zadeptana w biegu po sukces. Nie brak w niej także romantyczności, słonecznego klimatu i pełnej dobrych fluidów energii.
Agnieszka Krawczyk wnikliwie opisała dzisiejszą rzeczywistość. Czasy w jakich przyszło nam żyć są szybkie i niekiedy brutalne. Ludzie bywają różni, a porażki spadają niekiedy niespodziewanie. Mimo to trzeba odnajdywać w sobie pokłady sił jak robią to główne bohaterki i iść do przodu nie zwracając uwagi na potknięcia. To moim zdaniem jest mottem tej książki, którą polecam miłośniczkom współczesnej polskiej prozy kobiecej. Powieść z pewnością nie zawiedzie fanek kobiecych lektur, które lubią się przy czytaniu zrelaksować.

wtorek, 27 marca 2018

Szymon Radzimierski "Dziennik łowcy przygód. Etiopia. U stóp góry ognia"



Wydawnictwo Znak emoticon
data wydania 2018
stron 384
ISBN 978-83-240-5045-1

Z afrykańskiego dziennika młodego Podróżnika

Czytelnicy mojego bloga doskonale wiedzą, że przepadam za literaturą podróżniczą. Do tej pory przeczytałam wiele książek tego gatunku. Zawsze ich Autorami były osoby dorosłe. Kilka dni temu przeczytałam wspaniały tytuł, który napisał 11-letni podróżnik Szymon Radzimierski. Simon, jak nazywają go rodzice, uwielbia podróżować i w czasie swoich wojaży spisywać swoje wrażenia. Książka o której chcę Wam napisać jest owocem czterotygodniowej podróży do serca Afryki, a konkretnie do Etiopii. 

Na okładce książki zamieszczono drogowskaz, który mówi, że "Wstęp tylko do lat 18". Mnie jako osobie dorosłej czytało się tę pozycję znakomicie. Ujęła mnie relacja młodego człowieka, który patrzy na świat nieco inaczej niż osoba dojrzała. W tej opowieści jest mnóstwo radości, ekspresji, zapału, pasji. Nie brakuje wnikliwości, ciekawości świata i uciechy z poznawania nowych miejsc, ludzi, kultur, zwyczajów, potraw itd.

Relacja zaczyna się od nieco pechowej podróży lotniczej w trakcie której gubią się bagaże. Naszego bohatera czekał przymusowy przystanek, ale na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie. Państwo Radzimierscy ruszyli by poznać jak się okazało naprawdę ciekawy kraj, który zapewnia turystom moc niezapomnianych atrakcji. 

Simon w afrykańskich opowieściach spisał się na medal. Ciekawie opisał przeróżne przygody, spotkanych ludzi i miejsca, które odwiedził. Zrobił to z humorem, ale i wielką gracją. Doskonale dostrzegł oczami dziecka to, co pominęliby dorośli. Jego relacja to nie tylko zachwyt nad cudami natury, ale i dygresje na temat życia w kraju ubogim i pełnym biedy jakim jest Etiopia. Za serce chwyciły mnie słowa mówiące o cenności plastikowych butelek czy niepohamowanej radości z otrzymania piłki nożnej. Szymon okazał się wrażliwy i pokazał, że ma dobre serce. 
W swoich zapiskach młody bloger zawarł istotę tego rejonu, jego piękno i kontrasty, jego problemy i wyjątkowość. Udowodnił, że najlepiej poznaje się miejsca podróżując do ich wnętrza, a nie widząc je z perspektywy hotelowego tarasu. I tak lektura wiedzie nas do wiosek plemion, które żyją tak jak ich przodkowie i stronią od cywilizacji. Mamy okazję wspiąć się do krateru czynnego wulkanu i przeżyć karmienie z ręki hien, poznać zwyczaje jakie kultywują rdzenni mieszkańcy od lat (skakanie przez krowy czy picie krwi), które nam mogą wydać się nieco szalone i dziwne. Czytając poznamy etiopską faunę i florę oraz dżunglę i jej tajemnice. Odwiedzimy pustynię i skalne kościoły, a także poobserwujemy afrykańskie małpy. 

Treść książki jest niezwykle barwna i pobudzająca wyobraźnię, a uzupełniają ją przepiękne zdjęcia i rysunki. Tę książkę chce się czytać, ale i wzbudza ona chęć podróży oraz poznania Czarnego Lądu osobiście.
Ten tytuł okazał się naprawdę miłą niespodzianką. Bardzo przypadł mi do serca i porwał mnie na całego. Czytając nie raz się uśmiechnęłam, ale i zakręciła się w oku łza. Było ciekawie, tajemniczo, odkrywczo i nie zabrakło okrzyków zachwytu. Spodobała mi się relacja Simona, który przygotował ją z pasją i włożył w nią całe serce. Młody Podróżnik "odwalił" kawał świetnej roboty i należą mu się za nią wielkie brawa. Ta publikacja sprawiła, że stałam się Jego fanką i z radością sięgnę po kolejne książki, które dla nas przygotuje. Wierzę, że stanie się to szybko. Bo taki talent nie może się chować w cieniu. Wróżę tej książce sporą popularność.  

piątek, 23 marca 2018

Joanna Jax "Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu"


Wydawnictwo Videograf
data wydania 2016
stron 374
ISBN 978-83-7835-537-3

Idealna saga czyli spełnione czytelnicze marzenie

Cześć. Mam na imię Bernadka i od lat jestem sagoholiczką. Nie wiem, pewnie w tym momencie stworzyłam nowe i dziwne słowo, ale od lat kocham się w sagach rodzinnych, norweskich i wszelkiego typu opowieściach w które często wplata się historia. Mając na uwadze ten fakt zupełnie nie wiem jak to się stało, że przegapiłam ten wspaniały cykl i nie odkryłam perfekcyjnej prozy Pani Joanny. Przypadek sprawił, że dostałam propozycję recenzji tomu V i VI tej serii a tym samym musiałam poznać początek tej historii i zaczytałam się na amen.

Łatwo zatem się domyślić, że w tej recenzji będą same pochwały, ochy i achy, ciepłe słowa pod adresem Autorki, która dosłownie mnie zaczarowała. Zakochałam się w tej serii od pierwszego wejrzenia i odłożyłam wszystko by zatopić się w losach jakże interesujących postaci na których życie znacząco wpłynęła burzliwa historia XX wieku.

Akcja książki zaczyna się w roku 1919. Odrodzona, wolna Polska i małe miasteczko Chełmice. A w nim bogaci Chełmiccy i biedna rodzina Lewinów. Anna Lewin po tym jak mąż poszedł na wojnę i wrócił z niej kaleką musi utrzymać rodzinę. Podejmuje pracę we dworze i ulega Chełmickiemu. Rodzi syna, ale jego ojciec go nie uznaje. Anna dalej klepie biedę z mężem i dwójką dzieci. Dzieci rosną i marzą o lepszym życiu. Hanna obdarzona przez naturę pięknym głosem nie chce zostać żoną lubiącego alkohol miejscowego mężczyzny i wyjeżdża do stolicy w poszukiwaniu lepszej przyszłości i zrobieniu kariery. Po śmierci rodziców nic jej już w miejscu urodzenia nie trzyma. Jej brat zazdrosny o swego przyrodniego brata Juliana żyjącego w dostatku pała chęcią zemsty i chce pokazać biologicznemu ojcu, że wyrwie się z biedy i dorówna Chełmickim. Do Warszawy wraz z Hanią udaje się za namową babki jej przyjaciółka Alicja. Kto z nich wygra los na loterii życia? Komu szczęście dopisze, a kto poniesie porażkę? Jak potoczą się dalsze losy tych postaci kiedy wybuchnie wojna? Zaczytajcie się w tej książce a odpowiedzi na pytania zapewne Was zaskoczą. 

I tom czytało mi się rewelacyjnie. Od samego początku dostrzegłam mistrzostwo pióra nieznanej mi dotąd zdolnej pisarki, która niezwykle ciekawie zaplanowała swoim bohaterom życie. Ich losy świetnie poprowadziła i pozwoliła im żyć w niezwykle trudnych czasach, które tak mocno wpłynęły na całą ludzkość. Joanna Jax wspaniale ukazała ówczesne realia i warunki bytowania poszczególnych warstw społecznych, a także fakt zburzenia porządku społeczno-bytowego ludzi przez wojnę, która wywróciła świat do góry nogami. Zabrała spokój, dach nad głową, majątek i zamieniła życie w koszmar. 

Wykreowani przez Pisarkę bohaterowie są bardzo dynamiczni, przechodzą metamorfozy, kochają i nienawidzą, marzą i doznają zawodu. Przeżywają wzloty i upadki, poznają smak goryczy i rozczarowania. Targają nimi namiętności, porywy serca i chęć zemsty. Zmienia ich życie i historia. Niosą ciężki bagaż życiowych doświadczeń i mierzą się z trudną sytuacją. Przeżywają swoje dni, a ciągle czekają ich nowe, nie zawsze miłe niespodzianki od losu. 
Joanna Jax łatwo wciąga nas w wykreowany przez siebie świat i pozwala poznać czasy nie tak odległe, ale jakże inne od współczesnej rzeczywistości. Odkrywamy go oczami kobiet i mężczyzn prawdziwych, takich z krwi i kości, którzy nie są papierowymi i bezbarwnymi osobami. Przez czas czytania zatracamy się w ich życiu i odczuwamy dotyk historii na skórze zwyczajnych osób, które życie nie raz wyzwało na trudny pojedynek. 
Ta jakże piękna, monumentalna saga zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Od razu po skończeniu pierwszego tomu sięgnęłam po kolejny. Bo naprawdę warto. Bo to cykl, który na zawsze zostanie w mojej pamięci. Jest tak wybitny, że trudno mi będzie się z nim kiedyś rozstać. Dla tak mistrzowskich historii stworzono papier i czcionkę by rzesze osób mogły chłonąć geniusz umysłu pisarza. Gorąco polecam. 


poniedziałek, 19 marca 2018

Hubert Morawski "Łańcuch miłości"



Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2018
stron 244
ISBN 978-83-8083-897-0

Miarą wartości człowieka jest jego wnętrze

Już dawno nie czytałam debiutu. Ten fakt zmieniłam zagłębiając się w książkę Huberta Morawskiego. Do lektury zachęcił mnie opis, a konkretniej czas rozgrywania się wydarzeń opisanych w tej powieści. Czy książka wywarła na mnie konkretne wrażenie?
Tak, bo jej atutem jest to, że jest odmienna od tego, pod czym uginają się księgarskie półki. O tych powojennych czasach powoli się już zapomina, bo wymiera pokolenie, które wtedy było młode czy dojrzałe. A były to czasy trudne. Wiele osób myśli, że chwilą końca wojny i kapitulacji Niemiec zaczęła się bajka i sielanka. Otóż nie. "Porządki" powojenne i zaprowadzenie nowego ładu było także trudne i bolesne, rodziło konflikty, podziały i protesty. Ludzie zranieni przez okupanta, wypędzeni z domów, przeżywający żałobę za bliskimi i rodzinnymi stronami nie byli optymistami i często z trwogą patrzyli w przyszłość. Wysiedlenia i nowy porządek administracyjny zaprowadził chaos, a nowi sąsiedzi często patrzyli na siebie wrogo i nieufnie. W taki też sposób traktowali nową władzę i jej rządy. Jak trudne to były czasy możemy przekonać się po lekturze książki, która nie jest zbyt obszerna, ma pewne niedociągnięcia warsztatowe, ale doskonale obrazuje powojenny świat na Ziemiach Odzyskanych (ta nazwa brzmi dla mnie nie do końca trafnie). 


Lata 50-te XX wieku. Ziemie Odzyskane, województwo koszalińskie, wieś gdzieś na Kaszubach, gdzie po wojnie napłynęła ludność przesiedlona z Kresów i Polacy z różnych stron kraju, a także Ukraińcy. Łatwo odgadnąć - tygiel kultur, morze poglądów, misz-masz ideałów, różne racje i języki, mieszanka etniczna a jedno miejsce, w którym to wszystko musi się ze sobą zderzyć i funkcjonować. I nowy ład społeczno-polityczny, który budzi skrajne emocje. Nie brak jego zwolenników i przeciwników. A żyć trzeba dalej... Mimo ran, bólu i różnic..
Do wioski przybywa nastolatek- półsierota który ma na imię Alan wraz ojcem, który jest wojskowym w stopniu generała. To nie jest łatwa przeprowadzka, to nie jest tylko wakacyjna przygoda. Owszem, okolica jest piękna, ale żyć tu wcale nie jest łatwo. Przyroda nie łagodzi obyczajów, a ludzie nie tryskają szczęściem. Uśmiech nie gości na ich twarzach. Czuć niepokój i drgającą od obaw i emocji atmosferę. W tych okolicznościach Alan poznaje piękną Kaszubkę. Zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, choć jest to miłość raczej zakazana. Cóż, serce nie sługa i ma to w głębokim poważaniu. Uczucie dwojgu młodym ludziom przychodzi przeżywać w cieniu tragedii i różnych nieprzyjemnych zdarzeń...

Ta powieść to nie tylko historia dwojga ludzi poturbowanych przez wojnę i nowe czasy. To też książka o rodzicielskich relacjach i pierwszej miłości, która na przekór światu rodzi się i kiełkuje. Im dłuższy czas mija od jej przeczytania tym bardziej ją doceniam i długo o niej myślę. Autor nie napisał jej doskonałym stylem, a fabułę można by sporo rozbudować, poszerzyć o wątki drugoplanowe. Powieść ma świetny klimat, którym Autor oddał atmosferę tamtych lat. Piękno okolicy kontrastuje z burzą, która trwa w ludzkich sercach. Płyną łzy, leje się krew, ludzie patrzą na siebie wilkiem. Nowe nie jest idealne, ba nie jest nawet dobre. Wojna bowiem nie kończy się z podpisaniem aktu kapitulacji. Jej pokłosie trwa jeszcze jakiś czas. 
Czytając łatwo zagłębiłam się w fabułę, a moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. Miałam niedosyt, że ta opowieść trwała zbyt krótko i skończyła się nazbyt szybko. Polubiłam bohaterów. Ciekawiły mnie ich wybory, ich uczucia i emocje. 
Ta książka to w pewnym sensie opowieść o zwyczajnym życiu, ale i dokument czasów, które w wyjątkowy sposób wpłynęły na życie Polaków i zapisały się mocną czcionką na kartach kronik historycznych. Lubiącym obyczaj i książki z historią w tle polecam. 


sobota, 17 marca 2018

Agnieszka Krawczyk "Słoneczna przystań"



Wydawnictwo Filia 
data wydania 2017
stron 512
ISBN 978-83-8075-231-3

Problemy lubią się przyciągać jak magnesy 

„Słoneczna przystań” to trzeci tom serii Czary codzienności autorstwa Agnieszki Krawczyk. To zatem trzecie spotkanie z uroczymi sistrami Niemirskimi w anturażu malowniczej górskiej miejscowości do której drogę potrafią jednak znaleźć kłopoty. To właśnie one zakłócają szczęście Agaty i Danieli, które muszą sprostać kolejnym wyzwaniom rzuconym przez los. Agata mająca romantyczną duszę i mocniej stąpająca po ziemi Daniela muszą zaradzić niebezpieczeństwu jakie narusza spokój ich domu a związane jest z turystyczną inwestycją pani burmistrzowej mającą wykorzystać ciepłe źródła. W ich życiu pojawia się Tomasz Halicki, bogaty przyrodni brat ich siostry Tosi, który nagle zaczyna interesować się małoletnią krewną i jej dalszym życiem. Wprawdzie Tosia ma wspaniałą opiekę i dom, ale spore pieniądze mogą tu nieźle namieszać. Na dodatek Daniela nagle mdleje w ogrodzie i trafia do szpitala na badania co jest powodem najedzenia się sporej dawki strachu przez Agatę i Tosię. Czy zachmurzone nad Willą Julią i uroczą herbaciarnią niebo szybko się rozchmurzy? Czy życiowe zawirowania odbiorą spokój trzem bohaterkom, które zyskały sympatię sporej rzeszy czytelników?
Wszystko okaże się w trzecim tomie cyklu, który czyta się naprawdę sympatycznie.
Agnieszka Krawczyk napisała przepiękną trylogię, która zabiera czytelników do uroczego świata, do Zmysłowa - miasteczka, które ma swój klimat, podobnie jak znajdująca się w nim willa sióstr Niemirskich i przeurocza herbaciarnia. Zajrzenie do nich sprawia, że czujemy spokój, że nasze nerwy są ukojone. My samy doświadczamy relaksu i jesteśmy w stanie odciąć się od zgiełku codzienności. To ogromny walor tego tomu i całej serii. Autorka pokazuje w swej powieści zwyczajną codzienność, pospolite problemy a zarazem wskazuje, że warto je rozwiązywać, że warto trudzić się o szczęście swoje i bliskich.
Spodobał mi się klimat książki, a także język, którego używa Agnieszka Krawczyk oraz jej styl. Lektura to tytuł ciepły, sympatyczny i mający moc poprawy nastroju. Postacie występujące na kartach książki są odmalowane w różnych barwach. Nie są wyidealizowane, a pełne krwi i kości. Łatwo je polubić, łatwo się z nimi zaprzyjaźnić. Akcja toczy płynnie, wręcz melodyjnie, ale nie wieje z niej nudą. Czytanie okazuje się czystą przyjemnością.
Lektura przekazuje cenne wartości – daje lekcję jak ciekawiej i lepiej przeżywać każdą chwilę, jak bardziej smakować codzienność i każdy jej dzień, który składa się na łańcuch życia każdego z nas.
To przyjemna powieść obyczajowa, z której kart bije serdeczność, dobro, ciepło i życzliwość. Jest ona całkowitym zaprzeczeniem rzeczywistości, która jest coraz bardziej brutalna i niespokojna. Książka wycisza, poprawia humor i uczy właściwego podejścia do kłopotów, które są w ludzki los trwale wpisane.
Po tę powieść, a zarazem całą serię warto sięgnąć gdy chcemy poprawić sobie nastrój, pogonić chandrę i odpocząć od biegu po sukces. Lektura pozwala dostrzec to, co w życiu ważne. „Słoneczna przystań” to dobra powieść obyczajowa, która zawiera właściwe dla tego gatunku emocje. Gorąco polecam jej przeczytanie osobom w każdym wieku. Ona jest jak cukier co krzepi, ale nie zawiera żadnych skutków ubocznych. Warto poświęcić jej czas.

piątek, 16 marca 2018

Tim Peake "Zapytaj astronautę"



Wydawnictwo Kobiece
data wydania 15 marzec 2018
stron 264
ISBN 978-83-65442-67-3

Poznaj kosmos! To bardzo ciekawe!

Jako mała dziewczynka uwielbiałam obserwować niebo. Godzinami mogłam wpatrywać się w tarczę księżyca w fazie pełni i fantazjować jak wygląda na nim ewentualne życie, kto może go zamieszkiwać - ot takie dziecięce fantazje. W miarę dojrzewania nabyłam wiele informacji i wiedzy o kosmosie, ale zawsze czułam, że jest to tematyka, o której wiem jeszcze zbyt mało. Swoją wiedzę ostatnio uzupełniłam dzięki książce Tima Peake'a, która jest tak niesamowicie ciekawa i pełna wartościowej treści, że trudno się od niej oderwać.

Autor książki jest majorem - brytyjskim oficerem lotnictwa wojskowego i członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej. Był członkiem Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Z racji pobytu w kosmosie czuje się osobą wyróżnioną i zachęca innych by spróbowali swoich sił w rywalizacji o możliwość opuszczenia Ziemi i obejrzenia jej "z góry". Od kiedy wrócił z ISS spotyka się z tysiącami pytań związanych z jego pozaziemską przygodą. Ludzie pytają o najróżniejsze kwestie - od spraw banalnych po te stricte naukowe. Książka do przeczytania której Was zachęcam jest właśnie stworzona z wielu pytań i odpowiedzi na nie. Tytuł jest podzielony na siedem rozdziałów z których każdy poświęcony jest osobnej kwestii. Do pytań zadanych Autor dołożył własne, a jak zdradza pisanie tejże publikacji było fascynującym doświadczeniem. 
Wszelkie zapytania były zadawane między innymi dzięki hasztagowi #askastronaut w mediach społecznościowych.

Efekt pracy jest naprawdę rewelacyjny i zdumiewający. W lekturze poruszone kwestie są bardzo przystępnie wytłumaczone, opisane i szczegółowo wyczerpane. Przez to książka swoją treścią dotrze nie tylko do bardziej zagłębionych w temacie, ale i do przeciętnego czytelnika. 
W treści znajdziemy pytania dotyczące startu rakiet, procedur przygotowawczych do wylotu, obowiązujących tradycji przed wejściem na pokład, opisu procesu wystrzelenia z kosmodromu. Drugi rozdział poświęcony jest szkoleniu jakie poprzedza kosmiczną podróż, a kolejny dotyczy życia i pracy w stacji kosmicznej. Potem czas na spacery kosmiczne, widoki z kosmosu i relacje z przestrzeni kosmicznej, wreszcie czas na kwestie związane z powrotem i refleksje nad przyszłością eksploracji. 

Tę książkę czyta się jednym tchem, a ja umiliłam sobie lekturę filmami i zdjęciami dostępnymi w internecie. Ależ to były wrażenia! Przeczytanie tego tytułu sprawiło, że stałam się osobą marzącą o choćby krótkim pobycie poza ziemską orbitą.
Książka Tima Peak'a to rewelacyjny przewodnik po kosmosie, więc nie traćcie czasu i wybierzcie się w tę niezapomnianą podróż dzięki wyjątkowej lekturze. Dowiecie się między innymi co jedzą astronauci, jak się śpi w kosmosie, ile czasu trwa szkolenie przed wylotem, czy w kosmosie jest internet, czego boją się kosmonauci i czy przestrzeń kosmiczna ma zapach. Miłej lektury!

czwartek, 15 marca 2018

Łukasz Kocewiak "Aconcagua. W cieniu Śnieznego Strażnika"



Wydawnictwo Annapurna
data wydania 2017
stron 220
ISBN 978-83-6196-832-0

Wyprawa na Dach Ameryk

Łukasz Kocewiak to podróżnik i fan gór, wspinacz, miłośnik łojenia szczytów i górskich przygód. W czasie swoich wypraw odkrył piękno Kaukazu, Pamiru, Himalajów, Hindukuszu i Andów. Do swoich osiągnięć może zaliczyć samotne wejście na najwyższy szczyt obu Ameryk. Jego książka wydana nakładem Wydawnictwa Annapurna to zapis wrażeń z solowej wyprawy, która zakończyła się sukcesem, ale rozpoczęła nieco pechowo.
Kocewiak tuż przed wyjazdem doznał kontuzji mięśnia nogi. Kuśtykając zaopatrzony w leki przeciwbólowe wsiadł na pokład samolotu mogąc liczyć tylko na siebie. Ból choć stanął mu na drodze do sukcesu, został pokonany podobnie jak blisko siedmiotysięczna góra. Nie było wcale łatwo. Stanięcie na szczycie wymagało sporego wysiłku, walki z siłami natury, niesprzyjającymi warunkami pogodowymi i pokonania własnych, rodzących się w umyśle słabości. Warto było jednak podjąć to wyzwania, bo przygoda okazała się wyśmienita. A wrażeniami z niej autor podzielił się w książce, która bardzo przypadła mi do gustu.
Lektura tej książki jest fascynująca i pozwala odkryć niepowtarzalny urok wspinania oraz smak górskiego sukcesu. Autor dzieli się wszystkim tym, co go w trakcie tej podróży spotyka. Pisze prosto i przejrzyście, ale i szczerze. Tekst uzupełniają przepiękne, mówiące tak wiele jak treść zdjęcia. Przeczytanie tego tytułu zaprasza w góry, zaprasza do świata, w którym pierwsze skrzypce gra pogoda. Będąc słabym człowiek odkrywa jednak swoje wnętrze, uczy się hartu ducha i zaprawia do boju z wszelkimi życiowymi przeszkodami. I właśnie dlatego warto czytać książki z tego gatunku.
Kocewiak napisał swoją książkę oryginalnym językiem nie szczędząc anegdot i szczegółów. Ta emocjonalna narracja jest sporym atutem tej publikacji. W tekście nie znajdziemy dumy ani bufonady. Chwalenia się i sztuczności. To czyni książkę przystępną dla zwykłego zjadacza chleba, który po jej przeczytaniu pomarzy by wspiąć się wyżej niż mieszkają kondory i papugi. Gorąco polecam.

wtorek, 13 marca 2018

Top Książkowych Biografii Himalaistów

Romuald Antoni Roman "Ośrodek Zero. Tajemnica Doliny Syrokiej Wody"



Wydawnictwo Novae Res 
data wydania 2014
stron 288
ISBN 978-83-7942-230-2


Z kronik raju dla wybranych

Władza zawsze miała i ma się dobrze. Nie ważne czy kiedyś czy dziś. Nie ważne czy w dobie socjalizmu czy wolnej Polski. Władza zawsze przeznacza dla siebie to, co najlepsze i niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Władza ma lepsze samochody, droższe ubrania, większe możliwości i wyjątkowe warunki do wypoczynku. Tak, tak, ci co nami szarakami rządzą urlopy oraz wakacje spędzali i  spędzają w specjalnych ośrodkach. Za czasów komuny położenie ich było tajne. O ich istnieniu wiedzieli tylko nieliczni, a obsługiwał je starannie wyselekcjonowany personel. Wybrani lojalni ludzie byli do usług osób dzierżących stery. Takie ośrodki nie były zaznaczone na mapach. Dziś jedne z nich zlikwidowano, inne zmodernizowano, a jeszcze inne nadal funkcjonują lecz nadal są dostępne dla tych, u których portfel gruby i zasobny. Taki jest np. Hotel Arłamów położony bardzo blisko miejsca gdzie mieszkam.

Dziś chcę Wam zarekomendować książkę o innym raju idealnym by w nim wypocząć, który znajdował się w sercu Tatr - w Dolinie Syrokiej Wody. Ośrodek Zero gościł osoby ze ścisłego kręgu władzy, a także ich zagranicznych i krajowych gości. Wydarzenia z tamtych lat zawarł w swojej książce Pan Romuald Roman dzięki otrzymaniu pewnego niezwykle cennego pamiętnika, który napisał kierownik  tegoż ośrodka Zdzisław Goch. Autor wszedł w jego posiadanie po śmierci owego kierownika, a Panowie poznali i zaprzyjaźnili się na obczyźnie. Obaj bowiem wyemigrowali z Polski. Urlop Autora był okazją do zawarcia tej jakże fascynującej znajomości.

Zamiast notariuszem w rodzinnym Grodzisku Mazowieckim Pan Zdzisław dzięki koneksjom swojej żony zyskał zaufanie i nominację na owo jakże prestiżowe wtedy stanowisko. Przeniósł się z Mazowsza do stolicy Tatr i rozpoczął pracę z jednej strony dość ciekawą, z drugiej stresującą i wymagającą mocnych nerwów. Rozrywkową i pełną niespodzianek. Przyjmowanie szacownych gości wymagało inteligencji, sprytu, obrotności i kreatywności choć akurat wtedy to słowo było mało popularne.
Jak funkcjonował taki ośrodek?
Nie brakowało w nim niczego. Był specyficzny, pachnący luksusem o wyjątkowym wystroju wnętrz, były w nim smakołyki z kraju i zagraniczne delicje. Były atrakcyjne dziewczyny do towarzystwa gotowe umilić czas gościom i kierownikowi. Do tego miejsca przyjeżdżali ludzie z pierwszych stron gazet by odpocząć od codzienności i dobrze się zabawić. Jednym słowem było wesoło.

Czy książka mi się podobała?
BARDZO. Nie mogłam się od niej oderwać.
Jej atuty to:
-ciekawy temat,
- magiczne czasy pokazane okiem nietuzinkowego człowieka,
- powrót do magicznych lat mojej młodości,
-opisane kochane  Zakopane inne niż to dzisiejsze oklejone reklamami i obłożone chińszczyzną
- rewelacyjny styl Autora
- kapitalny humor i radosne, specyficzne podejście do życia
wspomnienie lat PRL-u do którego lubię wracać z książką w ręku.
To był cudowny czas z lekturą w czasie mroźnych dni, kiedy zatapiałam się w treść, a czytaniu towarzyszył śmiech, ale i nostalgia oraz tęsknota za rzeczywistością, która przeszła do historii i już nigdy nie wróci.
Z tytułu dowiecie się też jak budowano hotel Kasprowy, jak jadali czołowi działacze partii rządzącej, jak wyglądało ich życie erotyczne.
Tę rewelacyjną pozycję polecam tym, którzy z łezką w oku wspominają czasy komuny i socjalizmu oraz tym, którzy lubią czytywać wspomnienia i tym, którzy doceniają publikacje pełen humoru.

wtorek, 6 marca 2018

Michael Robotham "Raj nie istnieje"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania luty 2018
stron 480
ISBN 978-83-2663-061-2

W życiu potrzebujemy ciemności by docenić światło

Biegnąć przez pozornie szarą codzienność życia nie dostrzegamy tego, co w nim cenne. Skupieni na drobnostkach nie doceniamy tego, co ważne. Mając wiele od losu cenimy tylko co, czego nam brakuje, a smak szczęścia czujemy dopiero wtedy, gdy nas ono opuszcza i wali się cały świat.
Rany zadane kiedyś boleć mogą całe życie. Krzywda ma do siebie to, że potrafi położyć się cieniem na dalekiej przyszłości.

Meg i Agahta to dwie dojrzałe kobiety w podobnym wieku. Każda z nich wiedzie jednak inne życie. Jedna ma powody do szczęścia, choć nie zawsze potrafi je docenić to, co ofiarował jej los. Agatha dostaje od życia o wiele mniej. W jej życiowym bagażu jest wiele krzywd, wiele smutnych zdarzeń. To odciska na niej piętno, to sprawia, że kobiecie trudno jest poskładać życiowe puzzle w obraz o szczęśliwych barwach.

Meg to żona i mama dwójki dzieci. Swoją karierę zawodową odłożyła na półkę, by poświęcić się rodzinie. Wkrótce po raz trzeci zostanie mamą. To dziecko nie było planowane, to wpadka. Jack i Meg na pozór są szczęśliwi, choć dotyka ich proza życia. 
Agatha również spodziewa się dziecka, które ma przyjść w podobnym terminie jak dziecko Meg. Agatha pracuje w sklepie i zajmuje się wykładaniem towaru. Jej obsesją jest śledzenie Meg i jej rodziny. Właściwie to ona żyje ich życiem. Zna rozkład dnia, wie jak spędzają czas, zna adres i wiele danych z życia tej pary. Agatha właściwie żyje bardziej ich życiem niż swoim. Dlaczego tak jest? Co kieruje dziwnym postępowaniem kobiety? Los złączy ich życiowe drogi. Co z tego wyniknie? 
Odpowiedzi drzemią w fascynującej lekturze, która gwarantuje sporo emocji. Jest dobra w swoim gatunku i sprawi, że docenicie życiowy święty spokój. 

Książka robi wrażenie od samego początku. Dreszcze są, a to oznacza, że warto ją czytać. Bo ja, to wybredny czytelnik. Nie kończę sensacji, thrillerów czy horrorów jeśli nie są one dobre i nie podobają mi się. Jestem zdania, że tego typu lektury muszą mieć w swojej treści to "coś" co trzyma w szachu. Jeśli tego brakuje to nie warto poświęcać im swój czas. A "Raj nie istnieje" spełnia moje wszelkie wymogi i dlatego czytałam go z rumieńcem na policzkach. Nie byłam pewna końca historii, bo Autor wiele razy w fabule udowadniał, że psychika ludzka jest w stanie znieść wiele, ale jest też nieobliczalna. Obsesja i zadane rany mogą obudzić w nas potwora, ale i udowodnić, że drzemią w nas anielskie cechy. Temat na jakim opiera się fabuła jest chętnie wykorzystywany jako fundament tego typu lektur. Czytając nie miałam absolutnie wrażenia, że to jakiś "odgrzewany kotlet". Autor potraktował go indywidualnie i świeżo. Elementy psychologiczne zostały świetnie w ten tytuł wkomponowane. Czytelnik dogłębnie poznaje dwie główne bohaterki, które tracą w różny sposób kontrolę na swoimi światami. Los wymaga wiele, daje kuksańce, rzuca kłody pod nogi, zabiera zdolność racjonalnego myślenia. A wszystko przez marzenia, przez koszmary z przeszłości. 
Książka zdradza sekrety kobiecych dusz, pokazuje jak wrażliwa jest ludzka psychika i jak bardzo może zmienić nas choroba duszy na którą nie zawsze można podać na czas skuteczne lekarstwo. 
Warto skupić się na tej książce, przeżyć jej fabułę i zajrzeć do życia dwóch ciekawie skonstruowanych bohaterek, które nie zawsze dokonują w życiu dobrych wyborów. 
Gorąco polecam. Wspaniała historia, która nie zawiedzie.